W ostatnich godzinach polski internet eksplodował od sensacyjnych doniesień o rzekomym wycieku nagrania z kamer monitoringu CCTV, które rzekomo uchwyciło sędziego Waldemara Żurka, obecnie pełniącego funkcję ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, w trakcie działań mogących wskazywać na fałszowanie wyników wyborów prezydenckich w 2025 roku na korzyść prezydenta Karola Nawrockiego. Według niepotwierdzonych jeszcze źródeł, to nagranie, jeśli okaże się autentyczne, może całkowicie podważyć wiarygodność całego procesu wyborczego, wywołać kryzys konstytucyjny i doprowadzić do konsekwencji, których skutki odczuje cała Polska. Rzekomo materiał pokazuje, jak wysoki urzędnik państwowy, znany z deklaracji o obronie praworządności, rzekomo angażuje się w manipulacje, które miały zapewnić zwycięstwo kandydatowi, z którym publicznie pozostaje w konflikcie. To rzekome zdarzenie rzuca cień na całą polską demokrację i każe zadać pytanie: czy wybory, które dały Nawrockiemu ponad 10 milionów głosów, były naprawdę wolne i uczciwe?
Rzekomo nagranie pochodzi z jednego z lokali komisji wyborczych w dużym mieście, gdzie w czerwcu 2025 roku odbywała się druga tura wyborów prezydenckich. Na filmie, według opisów osób, które rzekomo widziały materiał przed jego rozpowszechnieniem, widać mężczyznę o charakterystycznej sylwetce i rysach twarzy przypominających Waldemara Żurka. Postać ta rzekomo wchodzi do pomieszczenia z urnami i protokołami w towarzystwie kilku innych osób, które wydają się być członkami komisji lub współpracownikami. Gestami i cichymi poleceniami rzekomo instruuje, jak przekładać karty do głosowania, dodawać dodatkowe głosy dla Karola Nawrockiego i usuwać te dla jego rywala z koalicji rządzącej. W tle słychać rzekomo fragmenty rozmowy, w której pada zdanie sugerujące motywację: „To dla dobra kraju, musimy zapewnić stabilność”. Cała scena rzekomo trwa kilka minut i jest na tyle wyraźna, że identyfikacja osoby nie budzi wątpliwości u tych, którzy znają Żurka z mediów i wystąpień publicznych.
Kontekst polityczny tej rzekomej afery jest wyjątkowo skomplikowany i pełen paradoksów. Waldemar Żurek, przez lata sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie i rzecznik prasowy tego sądu, a później członek Krajowej Rady Sądownictwa, zawsze pozycjonował się jako obrońca niezależności sądów i przeciwnik zmian wprowadzanych przez poprzednią władzę. Jako minister sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska od 2025 roku, rzekomo kontynuuje tę linię, walcząc o reformy i rozliczanie przeszłości. Z kolei Karol Nawrocki, historyk, były dyrektor Instytutu Pamięci Narodowej i prezydent od sierpnia 2025 roku, wygrał wybory jako kandydat obywatelski popierany przez Prawo i Sprawiedliwość. Jego zwycięstwo nad rywalem z obozu rządzącego było postrzegane jako wyraz woli milionów Polaków zmęczonych bieżącą polityką. Jednak według autorów wycieku, rzekome fałszerstwa miały miejsce właśnie po to, by Nawrocki, mimo wszystko, objął urząd. To sugeruje istnienie rzekomych tajnych układów ponad podziałami partyjnymi, co tylko pogłębia szok wśród obserwatorów.
Rzekomo materiał CCTV pokazuje nie tylko pojedynczy incydent, ale fragment szerszego schematu. W innych fragmentach nagrania rzekomo widać, jak Żurek i jego współpracownicy korzystają z laptopa do modyfikacji danych w systemie, sprawdzają listy wyborców i koordynują działania telefonicznie. Jedna z osób na filmie rzekomo mówi: „Protokoły muszą się zgadzać, inaczej wszystko wyjdzie na jaw”. Te rzekome szczegóły mogą wskazywać na zorganizowaną operację, w której brały udział osoby na różnych szczeblach administracji wyborczej. Jeśli potwierdzą się doniesienia, że podobne działania miały miejsce w kilku okręgach, to skala rzekomego fałszerstwa mogłaby sięgnąć setek tysięcy głosów, co bezpośrednio wpłynęłoby na wynik drugiej tury.
Reakcje na rzekomy wyciek są natychmiastowe i burzliwe. W mediach społecznościowych hasztagi takie jak #ŻurekNaGorącymUczynku czy #FałszowanieDlaNawrockiego zdobywają miliony wyświetleń. Użytkownicy domagają się natychmiastowego śledztwa, ujawnienia pełnej wersji nagrania i odpowiedzialności karnej. Przedstawiciele opozycji, w tym środowiska związane z Prawem i Sprawiedliwością, choć prezydent Nawrocki jest z ich kręgu, wzywają do powołania sejmowej komisji śledczej. „Jeśli to prawda, to zdrada demokracji na najwyższym poziomie” – piszą w oświadczeniach. Z drugiej strony, rzecznicy ministerstwa sprawiedliwości i kancelarii premiera rzekomo zaprzeczają autentyczności materiału, nazywając go prowokacją i deepfake’iem stworzonym w celu destabilizacji państwa. Prezydent Nawrocki w krótkim komentarzu rzekomo stwierdził, że wszelkie nieprawidłowości powinny być wyjaśnione, ale dystansuje się od jakichkolwiek powiązań.
Eksperci prawni, z którymi skontaktowano się w sprawie tego rzekomego nagrania, podkreślają powagę sytuacji. Profesor prawa konstytucyjnego w jednym z wywiadów rzekomo powiedział: „Jeśli nagranie jest prawdziwe, mamy podstawy do unieważnienia wyborów prezydenckich. To nie tylko kwestia jednego urzędnika, ale podważenie całego mandatu prezydenta”. Inni analitycy wskazują na możliwe konsekwencje międzynarodowe – reakcje Unii Europejskiej, która mogłaby nałożyć sankcje, oraz spadek zaufania inwestorów do polskiej gospodarki. W kontekście napiętej sytuacji geopolitycznej na wschodzie, taki skandal mógłby osłabić pozycję Polski na arenie międzynarodowej.
Rzekomo wyciek nastąpił w tajemniczych okolicznościach. Materiał rzekomo pojawił się najpierw na anonimowym profilu w mediach społecznościowych, a potem rozprzestrzenił się na niezależnych portalach. Autorzy twierdzą, że nagranie pochodzi od osoby z wewnątrz systemu, rozczarowanej korupcją. Jakość wideo jest rzekomo wysoka, z wyraźnymi timestampami i danymi z kamer, co utrudnia podważenie jego autentyczności. Technicy, którzy rzekomo przeanalizowali fragmenty, nie znaleźli śladów montażu, choć oficjalne ekspertyzy jeszcze nie zostały przeprowadzone.
Ta rzekoma afera przypomina inne skandale w historii Polski, takie jak afera taśmowa czy kontrowersje wokół poprzednich wyborów. Jednak skala i rangi osób zaangażowanych czyni ją wyjątkową. Waldemar Żurek, który rzekomo sam walczył o przejrzystość, teraz miałby być oskarżony o jej łamanie. To mogłoby zakończyć jego karierę i doprowadzić do procesu przed Trybunałem Stanu. Z kolei dla prezydenta Nawrockiego, nawet jeśli rzekomo nie był świadomy manipulacji, taki cień na zwycięstwie może osłabić jego legitymację.
W szerszym ujęciu, rzekomy wyciek CCTV podkreśla słabości systemu wyborczego w Polsce. Komisje okręgowe, protokoły, nadzór nad urnami – wszystko to rzekomo mogło być narażone na ingerencję. Organizacje pozarządowe i obserwatorzy międzynarodowi, którzy chwalili przebieg wyborów 2025 roku, teraz mogą być zmuszeni do rewizji swoich raportów. W społeczeństwie rośnie napięcie. Na ulicach większych miast pojawiają się spontaniczne zgromadzenia, gdzie ludzie domagają się prawdy. Z drugiej strony, zwolennicy obecnej władzy organizują kontrmanifestacje, oskarżając o próbę zamachu stanu.
Jeśli to rzekome nagranie okaże się prawdziwe, Polska stanie przed największym wyzwaniem od czasów transformacji ustrojowej. Możliwe jest rozwiązanie Sejmu, nowe wybory i głębokie czystki w administracji. Ale nawet jeśli okaże się fałszywką, szkody wizerunkowe będą ogromne. Zaufanie do instytucji, już nadwyrężone, spadnie na dno. Media niezależne wzywają do wstrzemięźliwości, ale w erze viralowych treści trudno jest powstrzymać lawinę.
Podsumowując, ten rzekomo wstrząsający wyciek CCTV z sędzią Waldemarem Żurkiem rzekomo złapanym na gorącym uczynku przy fałszowaniu wyborów dla Karola Nawrockiego to wydarzenie, które może zniszczyć wszystko, co zbudowano przez lata. Czekamy na oficjalne wyjaśnienia, ale jedno jest pewne: polska polityka już nigdy nie będzie taka sama. Rzekomo to początek końca pewnej ery lub początek wielkiego oczyszczenia. Czas pokaże, która wersja zwycięży.