W ostatnich miesiącach polska scena polityczna przeżywa jeden z najbardziej kontrowersyjnych epizodów w historii III RP. Chodzi o sprawę byłego ministra sprawiedliwości, który – jak twierdzą źródła – uzyskał azyl polityczny na Węgrzech, jednocześnie stając się obiektem poszukiwań listem gończym w Polsce. Cała afera związana jest z rzekomym gigantycznym skandalem korupcyjnym wokół Funduszu Sprawiedliwości. Warto podkreślić, że wszystkie zarzuty pozostają na etapie podejrzeń i śledztwa – **rzekomo** popełniono liczne przestępstwa, a polityk konsekwentnie zaprzecza wszelkim oskarżeniom, twierdząc, że jest ofiarą politycznej zemsty.
Sprawa zaczęła się nabierać tempa pod koniec 2025 roku i wybuchła z pełną siłą na początku 2026. Były minister, znany z twardej linii w kwestii reform wymiaru sprawiedliwości, przebywał na Węgrzech od jesieni poprzedniego roku. W grudniu 2025 lub styczniu 2026 węgierskie władze – według doniesień – przyznały mu ochronę międzynarodową i azyl polityczny. Decyzja ta została uzasadniona **rzekomo** istniejącym w Polsce kryzysem praworządności oraz politycznymi represjami wobec opozycji. Węgierski rząd, bliski ideologicznie dawnym polskim władzom, argumentował, że nie ma gwarancji rzetelnego procesu w kraju nad Wisłą.
W Polsce tymczasem prokuratura postawiła byłemu ministrowi **rzekomo** 26 zarzutów karnych. Dotyczą one **rzekomo** kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, nadużywania władzy, nielegalnego rozdysponowywania środków publicznych z Funduszu Sprawiedliwości – instytucji powołanej do pomocy ofiarom przestępstw. Śledczy twierdzą, że **rzekomo** dochodziło do ustawiania konkursów dotacyjnych, kierowania milionów złotych do podmiotów powiązanych politycznie, a nawet finansowania zakupu narzędzi inwigilacyjnych z pieniędzy przeznaczonych na inny cel. Skala **rzekomych** nieprawidłowości szacowana jest na co najmniej 150 milionów złotych. Polityk miał **rzekomo** osobiście nadzorować te działania, czerpiąc korzyści majątkowe i polityczne.
W listopadzie 2025 Sejm uchylił immunitet parlamentarny, co otworzyło drogę do formalnych zarzutów. Na początku lutego 2026 sąd wyraził zgodę na tymczasowe aresztowanie, a prokuratura wydała list gończy. Miejsce pobytu podejrzanego uznano za nieznane, choć wszyscy wiedzą, że przebywa on na Węgrzech. Krajowy list gończy okazał się nieskuteczny z powodu azylu, co doprowadziło do wniosku o Europejski Nakaz Aresztowania (ENA). Jednak węgierska ustawa – zmieniona **rzekomo** specjalnie w podobnych przypadkach – blokuje ekstradycję osób z azylem.
Reakcje w Polsce były gwałtowne. Obecny premier ironicznie komentował, że **rzekomo** architekt systemu korupcji szuka schronienia u sojusznika. Inni politycy mówili o “politycznym bandytyzmie” i zemście. Z kolei zwolennicy byłego ministra podkreślają, że to polowanie na czarownice, brak dowodów i upolityczniona prokuratura. On sam oświadczył publicznie, że wybiera walkę z bezprawiem, a azyl to nie ucieczka, lecz opór.
Na Węgrzech sprawa podzieliła opinię publiczną. Część mediów prorządowych widzi w tym obronę przed lewicową nagonką z Polski, inne nazywają decyzję Orbána ochroną podejrzanych o korupcję. To już drugi taki przypadek – wcześniej podobny azyl otrzymał były wiceminister z tego samego kręgu politycznego, również ścigany w aferze Funduszu Sprawiedliwości.
Cała historia pokazuje głęboki podział w polskim społeczeństwie. Jedni widzą w tym triumf sprawiedliwości po zmianie władzy, drudzy – polityczną vendettę i niszczenie opozycji. **Rzekomo** gigantyczny skandal korupcyjny, **rzekomo** zmiażdżony azyl i **rzekomo** trzaśnięcie drzwiami przed polskim politykiem – to elementy, które budują narrację sensacyjną. Jednak w świetle prawa wszystko pozostaje na etapie domniemania niewinności. Były minister nie został skazany, a zarzuty to wciąż tylko oskarżenia prokuratury.
Sprawa ma też wymiar międzynarodowy. Relacje polsko-węgierskie, kiedyś bliskie, teraz przeżywają kryzys. Zmiana prawa azylowego na Węgrzech, blokująca ekstradycję, budzi pytania o solidarność unijną i walkę z korupcją. Czy to ochrona przed politycznymi prześladowaniami, czy parasol dla podejrzanych? Czas pokaże.
Tymczasem w Polsce toczy się śledztwo. Przesłuchania świadków, analiza dokumentów, próby odzyskania pieniędzy – wszystko to trwa. Były minister z Budapesztu komentuje wydarzenia, spotyka się z węgierskimi politykami i krytykuje opozycję w kraju goszczącym. Jego obecność tam staje się symbolem podziału – dla jednych męczennika, dla drugich uciekiniera.
W kontekście szerszym, afera Funduszu Sprawiedliwości ujawniła **rzekomo** mechanizmy, w których publiczne pieniądze mogły służyć celom politycznym. Dotacje na organizacje, kampanie, zakupy sprzętu – wszystko to **rzekomo** odbywało się z pominięciem procedur. Skandal ten może mieć długofalowe skutki dla zaufania do instytucji państwa.
Podsumowując, **rzekomo** Węgry zamknęły drzwi przed ekstradycją, **rzekomo** azyl został zmiażdżony politycznymi realiami, a koszmar listy poszukiwanych trwa. Cała sprawa to mieszanka polityki, prawa i emocji. Do czasu prawomocnego wyroku – wszystko pozostaje w sferze **rzekomo** i domniemania.