W ostatnich dniach w polskim internecie i mediach społecznościowych krążą doniesienia o rzekomym konflikcie na linii Stany Zjednoczone – Polska, w którym prezydent USA Donald Trump miałby rzekomo interweniować w sprawy wewnętrzne naszego kraju. Według tych doniesień, Trump miałby nakazać polskiemu Sądowi Najwyższemu zajęcie się tzw. **świadectwem** (certyfikatem ważności wyboru) prezydenta Karola Nawrockiego. Całość miałaby być przedstawiana jako potencjalny **zamach stanu wyborczego**, co budzi ogromne emocje i spekulacje. Warto podkreślić od razu: wszystkie te informacje mają charakter **rzekomy** i **allegedly**, opierają się na niepotwierdzonych źródłach, plotkach oraz sensacyjnych nagłówkach krążących w sieci. Nie ma na ten moment żadnych oficjalnych komunikatów ani z Białego Domu, ani z Kancelarii Prezydenta RP, ani z Sądu Najwyższego, które potwierdzałyby taki scenariusz.
Karol Nawrocki objął urząd prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej 6 sierpnia 2025 roku po zwycięstwie w wyborach prezydenckich w czerwcu tego samego roku. Historyk, były dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku i prezes Instytutu Pamięci Narodowej, wygrał drugą turę wyborów, zdobywając ponad 10,6 miliona głosów. Jego prezydentura od początku budzi kontrowersje – zarówno wśród zwolenników, jak i przeciwników. Nawrocki jest postrzegany jako polityk blisko związany z prawicą, a jego relacje z Donaldem Trumpem były szeroko komentowane już w okresie kampanii wyborczej.
Trump wielokrotnie wypowiadał się pozytywnie o Nawrockim. Jeszcze przed wyborami w 2025 roku, a także po nich, amerykański prezydent chwalił polskiego przywódcę, nazywając go „fantastycznym” i wyrażając zaskoczenie skalą jego zwycięstwa. Spotkania obu prezydentów – zarówno w Białym Domu, jak i na marginesie międzynarodowych szczytów, np. w Davos – były opisywane jako przyjazne. Trump podkreślał „świetną współpracę” i chwalił Polaków jako „great warriors”. Te relacje stały się podstawą do spekulacji, że Nawrocki mógłby być „polskim Trumpem” lub przynajmniej kimś, kto realizuje podobną wizję polityki.
Jednak ostatnie miesiące przyniosły napięcia. Kontrowersje wokół słów Trumpa na temat wkładu żołnierzy NATO (w tym polskich) w misje zagraniczne wywołały falę oburzenia w Polsce. Nawrocki zareagował na te wypowiedzi, podkreślając, że jest przekonany, iż Trump „nie myślał o Polsce” w tamtym kontekście. Do tego dochodzi dyskusja o tzw. Radzie Pokoju proponowanej przez Trumpa – inicjatywie, do której Polska została zaproszona, ale ostatecznie nie wzięła w niej udziału na najwyższym szczeblu (reprezentował ją minister Marcin Przydacz). Rząd Donalda Tuska i prezydent Nawrocki prowadzili w tej sprawie ostrożną politykę, unikając jednoznacznych deklaracji.
W tym kontekście pojawiły się sensacyjne doniesienia o rzekomym „odbijaniu piłki” przez Trumpa. Miało to polegać na tym, że amerykański prezydent, sfrustrowany postawą Polski (lub konkretnie Nawrockiego i rządu), miałby rzekomo wywierać presję poprzez instytucje sądowe. Twierdzenia mówią o nakazie skierowanym do Sądu Najwyższego w Polsce, by ten „zajął” lub zweryfikował świadectwo wyboru prezydenta Nawrockiego. W polskim prawie świadectwo to jest dokumentem potwierdzającym ważność wyborów prezydenckich, wydawanym przez Sąd Najwyższy po kontroli ważności głosowania.
Takie działanie – jeśli byłoby prawdziwe – oznaczałoby bezprecedensową ingerencję obcego państwa w suwerenne procesy wyborcze innego kraju. Mogłoby być interpretowane jako próba destabilizacji, a w skrajnych narracjach właśnie jako **zamach stanu wyborczego**. Zwolennicy tej teorii wskazują na bliskie relacje Trumpa z Nawrockim i sugerują, że ewentualna interwencja mogłaby być formą „pomocy” lub nacisku w wewnętrznych sporach politycznych w Polsce. Przeciwnicy takich doniesień podkreślają, że brak jakichkolwiek dowodów, dokumentów czy oficjalnych oświadczeń czyni te rewelacje czystą spekulacją lub dezinformacją.
Sąd Najwyższy w Polsce ma konstytucyjną rolę w rozstrzyganiu spraw ważności wyborów. W przeszłości izby SN (w tym Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych) zajmowały się podobnymi kwestiami, np. po wyborach w 2025 roku potwierdzając wybór Nawrockiego. Jakakolwiek zewnętrzna ingerencja w ten proces byłaby naruszeniem suwerenności i mogłaby wywołać kryzys międzynarodowy. Do dziś nie pojawiły się żadne wiarygodne źródła wskazujące, by Trump lub administracja USA wysyłały jakiekolwiek oficjalne żądania w tej sprawie.
Te doniesienia wpisują się w szerszy kontekst polaryzacji politycznej w Polsce. Zwolennicy Nawrockiego widzą w nich atak na prezydenta ze strony opozycji lub zagranicznych sił. Krytycy prezydenta sugerują, że takie plotki mogą służyć mobilizacji elektoratu lub odwróceniu uwagi od innych problemów, np. sporów o Radę Pokoju, nominacje sędziowskie czy relacje z Unią Europejską. W mediach społecznościowych hasła typu „zamach stanu wyborczy” szybko zyskują popularność, ale często opierają się na anonimowych wpisach lub memach, bez twardych faktów.
Warto pamiętać, że w erze szybkiego przepływu informacji i mediów społecznościowych takie historie rozprzestrzeniają się błyskawicznie. Sensacyjne nagłówki przyciągają uwagę, ale rzadko idą w parze z weryfikowalnymi źródłami. W przypadku tak poważnych zarzutów jak ingerencja obcego prezydenta w polski system wyborczy, wymagane są konkretne dowody – listy, nagrania, oświadczenia dyplomatyczne lub decyzje sądowe. Na chwilę obecną niczego takiego nie ma.
Podsumowując: **rzekomo** Trump miałby „odbić piłkę” i nakazać Sądowi Najwyższemu zajęcie się świadectwem prezydenta Nawrockiego, co miałoby być elementem **allegedly** zamachu stanu wyborczego. Cała ta narracja pozostaje na poziomie spekulacji i niepotwierdzonych plotek. Polska polityka zagraniczna i wewnętrzna jest skomplikowana, a relacje z USA – kluczowe dla bezpieczeństwa – wymagają ostrożności i faktów, a nie sensacji. Do czasu pojawienia się wiarygodnych potwierdzeń, takie doniesienia należy traktować z dużą rezerwą, jako element burzliwej debaty publicznej, a nie udokumentowaną rzeczywistość.