Ta historia, która krąży w niektórych kręgach internetowych i mediach społecznościowych, budzi wiele emocji i kontrowersji. Rzekomo sędzia Sylwester Marciniak, pełniący funkcję przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej (PKW), został zatrzymany i poddany intensywnemu przesłuchaniu w związku z poważnymi zarzutami. Mowa o korupcji, nadużyciu władzy oraz – co najbardziej szokujące – fałszowaniu wyników wyborów prezydenckich. Cała sprawa miałaby wyjść na jaw dzięki nagraniu, które publicznie zaprezentował prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Taśma ta, według doniesień, zawierać miała niezbite dowody na manipulacje przy liczeniu głosów lub innych elementach procesu wyborczego.
Warto jednak podkreślić na samym początku: **to doniesienia o charakterze rzekomym i niepotwierdzonym**. Oficjalne źródła, w tym Centrum Informacyjne Sądu Najwyższego oraz instytucje związane z organizacją wyborów, wielokrotnie dementowały podobne informacje. Nie wpłynął żaden wniosek o pociągnięcie sędziego Marciniaka do odpowiedzialności karnej, a tym bardziej nie wydano żadnego nakazu aresztowania. Takie plotki pojawiały się już wcześniej w mediach społecznościowych, szczególnie po wyborach prezydenckich w 2025 roku, kiedy to wyniki budziły dyskusje i protesty wyborcze.
Sylwester Marciniak jako sędzia i przewodniczący PKW odgrywał kluczową rolę w ostatnich wyborach. PKW odpowiada za nadzór nad całym procesem wyborczym – od rejestracji kandydatów, przez organizację głosowania, po ogłaszanie oficjalnych wyników. W 2025 roku, po drugiej turze wyborów prezydenckich, gdzie zwycięzcą został Karol Nawrocki, pojawiły się liczne wątpliwości co do przebiegu głosowania. Zgłaszano incydenty, protesty wyborcze trafiały do Sądu Najwyższego, a niektóre błędy protokołowe były szeroko komentowane. Marciniak publicznie odnosił się do tych spraw, cytując dane o liczbie nieprawidłowości – według niego stosunkowo niewielkiej w porównaniu z poprzednimi wyborami. Podkreślał, że takie błędy zdarzały się zawsze i nie podważają ważności całego procesu.
W kontekście tych wydarzeń pojawiły się spekulacje, że ktoś – w tym przypadku rzekomo Rafał Trzaskowski – dysponuje kompromitującym materiałem. Trzaskowski, jako prominentny polityk opozycji i prezydent stolicy, wielokrotnie krytykował działania PKW oraz sposób organizacji wyborów w przeszłości. Mówił o braku transparentności, problemach z systemem informatycznym czy potencjalnych naciskach politycznych. Jednak nie ma publicznie dostępnych informacji o tym, by kiedykolwiek przedstawił jakąkolwiek taśmę z dowodami na fałszowanie wyborów przez Marciniaka czy PKW. Takie nagranie, gdyby istniało, byłoby sensacją na skalę ogólnokrajową – wywołałoby śledztwo prokuratorskie, medialną burzę i prawdopodobnie wnioski do Sądu Najwyższego o unieważnienie wyników.
Zamiast tego, co widzimy w rzeczywistości, to fala dezinformacji w sieci. Podobne fake newsy pojawiały się już wcześniej – na przykład twierdzenia, że Sąd Najwyższy nakazał aresztowanie Marciniaka i zajęcie jego majątku, albo że jest on bezpośrednio zamieszany w korupcję na wielką skalę. Serwisy fact-checkingowe, takie jak Demagog, jasno stwierdziły, że te doniesienia są fałszywe. Sąd Najwyższy potwierdził brak jakichkolwiek wniosków karnych wobec przewodniczącego PKW. Podobnie Krajowe Biuro Wyborcze nie zgłaszało żadnych nieprawidłowości na tyle poważnych, by uzasadniać aresztowanie kogokolwiek z kierownictwa komisji.
Dlaczego takie plotki się rozprzestrzeniają? Wybory prezydenckie w Polsce zawsze budzą silne emocje. W 2025 roku różnica głosów między kandydatami była przedmiotem sporu, a opozycja zgłaszała liczne protesty. Część z nich dotyczyła błędów w protokołach, różnic w wynikach między turami czy incydentów w komisjach. Te kwestie są normalną częścią demokratycznego procesu – protesty rozpatruje Sąd Najwyższy, który ostatecznie orzeka o ważności wyborów. W tym przypadku orzeczenia potwierdziły wynik, mimo pewnych kontrowersji.
Dodatkowo, postać Rafała Trzaskowskiego często pojawia się w teoriach spiskowych. Jako prominentny polityk Platformy Obywatelskiej, jest celem ataków ze strony przeciwników politycznych. Sugestia, że to on „ujawnił taśmę”, wpisuje się w narrację o walce elit politycznych, gdzie jedna strona oskarża drugą o manipulacje. Jednak bez twardych dowodów – nagrania, dokumentów, zeznań świadków – pozostaje to jedynie spekulacją.
Z perspektywy prawnej, zarzuty korupcji, nadużycia władzy czy fałszowania wyborów są bardzo poważne. Kodeks karny przewiduje za takie czyny wieloletnie kary więzienia. Fałszowanie wyborów (art. 248–250 Kodeksu karnego) to przestępstwo ścigane z urzędu, a w przypadku osób publicznych wymagałoby zgody odpowiednich organów na pociągnięcie do odpowiedzialności. Brak takich procedur oznacza, że sprawa nie toczy się na poziomie formalnym.
Warto też spojrzeć na szerszy kontekst zaufania do instytucji. PKW, mimo krytyki, jest organem konstytucyjnym, a jej członkowie to sędziowie i eksperci. Marciniak wielokrotnie podkreślał niezależność komisji i starał się odpowiadać na zarzuty merytorycznie. W jednym z wystąpień w Sądzie Najwyższym mówił o tym, jak ważne jest zaufanie społeczne do wyborów – nawet jeśli pojawiają się błędy, nie oznaczają one systemowego fałszu.
Podsumowując, cała ta historia wydaje się być kolejną falą dezinformacji w gorącym okresie politycznym. **Rzekomo** aresztowanie i przesłuchanie Sylwestra Marciniaka w sprawie korupcji, nadużycia władzy oraz fałszowania wyborów po taśmie od Rafała Trzaskowskiego **allegedly** nie znajduje potwierdzenia w faktach. Oficjalne instytucje dementują te doniesienia, a brak jakichkolwiek postępowań karnych każe traktować je z dużą ostrożnością. W dobie mediów społecznościowych takie plotki rozchodzą się błyskawicznie, ale prawda wymaga weryfikacji i dowodów – których w tym przypadku po prostu nie ma.