W ostatnich dniach w polskim internecie, zwłaszcza w mediach społecznościowych, krąży sensacyjna informacja, która brzmi jak prawdziwa bomba polityczna. Rzekomo Sąd Najwyższy podjął drastyczną decyzję i wydał nakaz aresztowania sędziego Sylwestra Marciniaka, przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej (PKW). Według tych doniesień Marciniak miałby dostać ultimatum – dokładnie 3 dni na ujawnienie rzekomo „prawdziwych” wyników wyborów prezydenckich z 2025 roku, w przeciwnym razie grozi mu natychmiastowe osadzenie w więzieniu. Allegedly cała sprawa miałaby związek z oskarżeniami o fałszowanie głosów, manipulacje przy liczeniu i podważanie ważności całego procesu wyborczego.
Sylwester Marciniak to doświadczony sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego, który od lutego 2020 roku pełni funkcję przewodniczącego PKW. Wcześniej był jej wiceprzewodniczącym od 2014 roku. Jako szef komisji odpowiadał za organizację i ogłaszanie wyników wielu kluczowych wyborów w Polsce, w tym parlamentarnych i prezydenckich. W kontekście wyborów prezydenckich w 2025 roku (pierwsza tura 18 maja, druga 1 czerwca) PKW pod jego kierownictwem ogłosiła oficjalne wyniki, które zostały później zatwierdzone przez Sąd Najwyższy. Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN orzekła o ważności tych wyborów, mimo pewnych głosów odrębnych od niektórych sędziów. Allegedly teraz jednak wszystko miałoby się zmienić, bo rzekomo pojawiły się nowe dowody na nieprawidłowości.
Te doniesienia szybko rozprzestrzeniły się po Facebooku, grupach dyskusyjnych i innych platformach. Ludzie piszą o „ogromnym skandalu”, „ukrywaniu prawdy” i „konieczności nowych wyborów”. Niektórzy łączą to z wcześniejszymi kontrowersjami wokół PKW, jak błędy proceduralne czy dyskusje o legalności niektórych izb Sądu Najwyższego. Pojawiają się też sugestie, że Marciniak miałby być pociągnięty do odpowiedzialności karnej za rzekome fałszerstwa. Allegedly ultimatum o 3 dniach na ujawnienie „prawdziwych wyników” brzmi dramatycznie – jakby Polska stała na krawędzi chaosu politycznego, a wyniki wyborów mogłyby zostać unieważnione w każdej chwili.
Jednak rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Oficjalne źródła, w tym Centrum Informacyjne Sądu Najwyższego, jednoznacznie zdementowały te informacje. Do SN nie wpłynął żaden wniosek o zgodę na pociągnięcie przewodniczącego PKW do odpowiedzialności karnej. Nie ma żadnego nakazu aresztowania, żadnego ultimatum i żadnego nakazu ujawniania czegokolwiek w ciągu 3 dni. Sąd Najwyższy potwierdził, że takie doniesienia są po prostu nieprawdziwe. Podobne stanowisko zajęło Krajowe Biuro Wyborcze i sama PKW. Organizacje fact-checkingowe, takie jak Demagog, również zakwalifikowały tę historię jako fake news, opierając się na bezpośrednich odpowiedziach instytucji państwowych.
Skąd więc wziął się ten cały szum? Wygląda na to, że jest to klasyczny przykład dezinformacji wyborczej, która nasiliła się szczególnie w okresie okołowyborczym i tuż przed zaprzysiężeniem prezydenta elekta. W 2025 roku Polska przeżywała gorący okres polityczny – protesty, spory o legalność izb SN, oskarżenia o manipulacje. W takich warunkach łatwo rozprzestrzeniają się sensacyjne plotki, zwłaszcza gdy dotyczą one zaufania do instytucji i wyników głosowania. Rzekome „bomby” w stylu tej o Marciniaku pojawiają się cyklicznie, by podgrzewać emocje i siać wątpliwości co do demokracji. Allegedly niektórzy użytkownicy sieci celowo lub nieświadomie powielają te treści, co prowadzi do lawinowego efektu.
Warto przypomnieć kontekst roli Marciniaka. Jako przewodniczący PKW musiał radzić sobie z wieloma wyzwaniami – od organizacji wyborów w pandemii (pamiętne „wybory kopertowe” w 2020), przez spory finansowe partii politycznych, po kontrowersje wokół wyborów prezydenckich 2025. W lipcu 2025 roku, podczas posiedzenia SN, Marciniak bronił procedur i tłumaczył, że drobne błędy w protokołach nie wpływają na ważność całego procesu. SN ostatecznie uznał wybory za ważne, co pozwoliło na kontynuację kadencji prezydenta. Allegedly teraz, po czasie, wracają stare narracje, ale w nowej, bardziej dramatycznej formie.
Ta historia pokazuje, jak szybko w erze social mediów może powstać alternatywna rzeczywistość. Jedna sensacyjna grafika lub post wystarczy, by tysiące osób uwierzyło w „aresztowanie szefa PKW”. W rzeczywistości jednak polskie instytucje wyborcze działają zgodnie z prawem, a Sąd Najwyższy nie wydał żadnego takiego nakazu. To ostrzeżenie przed dezinformacją – zawsze warto sprawdzać źródła i pytać o fakty, zanim coś się uzna za prawdę.
Podsumowując, doniesienia o rzekomym nakazie aresztowania Sylwestra Marciniaka i ultimatum 3-dniowym to czysta fikcja. Allegedly brzmi to sensacyjnie i przyciąga kliki, ale nie ma oparcia w rzeczywistości. Polska demokracja, mimo wszystkich sporów, opiera się na procedurach i kontroli instytucji. Jeśli pojawią się prawdziwe wątpliwości, istnieją mechanizmy prawne do ich rozstrzygnięcia – nie potrzeba do tego internetowych bomb. Zachowajmy czujność wobec takich historii i opierajmy się na zweryfikowanych informacjach.