W polskim krajobrazie politycznym ostatnie miesiące przyniosły serię wydarzeń, które rzekomo podważają stabilność prezydentury Karola Nawrockiego. Wybrany w czerwcu 2025 roku kandydat popierany przez Prawo i Sprawiedliwość, Nawrocki objął urząd po potwierdzeniu ważności wyborów przez Sąd Najwyższy. Jednak wątpliwości co do procedur wyborczych, podniesione przez ministra sprawiedliwości Adama Bodnara, oraz wyciek poufnych instrukcji z Ministerstwa Spraw Zagranicznych przed spotkaniem z Donaldem Trumpem, wywołały falę krytyki. Do tego dochodzą starsze zarzuty medialne, które Nawrocki kwestionuje w sądzie. Czy te elementy składają się na kryzys, który może zakończyć jego kadencję? Analizując fakty, warto podkreślić, że wiele z tych oskarżeń pozostaje w sferze domniemań, a prezydentura Nawrockiego nadal funkcjonuje w ramach konstytucyjnych ram.
Karol Nawrocki, historyk i były dyrektor Instytutu Pamięci Narodowej, został wybrany na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w wyborach prezydenckich 1 czerwca 2025 roku. Jego zwycięstwo nad rywalami, w tym Rafałem Trzaskowskim z Koalicji Obywatelskiej, było postrzegane jako kontynuacja linii politycznej PiS. Sąd Najwyższy, w pełnym składzie Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, 1 lipca 2025 roku stwierdził ważność wyboru. Prezes izby, Krzysztof Wiak, uzasadniał, że mimo dużej liczby protestów wyborczych – zgłoszono ich setki – żadne uchybienia nie wpłynęły na wynik głosowania. To orzeczenie pozwoliło na zaplanowanie zaprzysiężenia Nawrockiego na 6 sierpnia 2025 roku przed Zgromadzeniem Narodowym, zwołanym przez marszałka Sejmu Szymona Hołownię. Jednak już wówczas pojawiły się głosy krytyki, sugerujące, że proces rozpoznawania protestów był obarczony błędami.
Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Adam Bodnar skierował list do marszałka Sejmu, w którym wymienił 12 punktów nieprawidłowości i wątpliwości prawnych w procedurze prowadzonej przez Sąd Najwyższy. Bodnar podkreślił, że choć szanuje decyzję o zwołaniu Zgromadzenia Narodowego, to istnieją poważne zastrzeżenia co do sposobu, w jaki izba rozpatrywała protesty. Wśród nich znalazły się zarzuty dotyczące braku transparentności, możliwego naruszenia zasad bezstronności oraz niedociągnięć proceduralnych, które mogły wpłynąć na ocenę ważności wyborów. Te wątpliwości zostały odebrane przez opozycję jako cios w legitymizację prezydentury Nawrockiego. Chociaż Sąd Najwyższy formalnie potwierdził wybór, list Bodnara stał się podstawą do dyskusji o potencjalnej niestabilności urzędu. Krytycy, w tym politycy Koalicji Obywatelskiej, argumentowali, że takie uchybienia podważają zaufanie do instytucji państwa. Z drugiej strony, zwolennicy Nawrockiego, jak poseł PiS Andrzej Śliwka, uznali to za polityczny atak, mający na celu destabilizację nowej administracji.
Rzekomo ten “cios od Sądu Najwyższego” nie jest jedynym problemem. W sierpniu 2025 roku wybuchł skandal związany z wyciekiem poufnych instrukcji z Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Dokument, przygotowany dla prezydenta Nawrockiego przed jego wizytą w Waszyngtonie 3 września 2025 roku, gdzie miał spotkać się z prezydentem USA Donaldem Trumpem, został ujawniony w Kanale Zero przez Roberta Mazurka. Instrukcje te, opisane jako stanowisko rządu, zawierały wskazówki dotyczące priorytetów i oczekiwań w rozmowach z Trumpem. Według rzecznika MSZ Pawła Wrońskiego, był to krótki dokument, składający się z jednej strony A4, z ogólnymi zaleceniami, takimi jak dbanie o interesy Polski. Jednak sam fakt wycieku wywołał oburzenie. Wiceminister spraw zagranicznych Anna Radwan-Röhrenschef nazwała to “atakiem na polską rację stanu” i “skrajną nieodpowiedzialnością”, argumentując, że ujawnianie takich materiałów osłabia pozycję negocjacyjną Polski w kluczowym momencie. Podkreśliła, że polityka zagraniczna wymaga jedności, a wyciek pokazuje karty w trudnej sytuacji międzynarodowej.
Reakcje na wyciek były zróżnicowane. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz bagatelizował sprawę, twierdząc, że dokument nie zawierał konkretnych wskazówek i był “żenującym stanowiskiem MSZ”. Z kolei minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zasugerował, by Nawrocki zbadał, który z jego doradców dopuścił do wycieku. Publicystka Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin z “Kultury Liberalnej” oceniła to jako ekstremalną nieodpowiedzialność, podkreślając, że koordynacja między rządem a prezydentem jest naturalna dla bezpieczeństwa państwa, a wyciek ją ośmiesza. Roch Kowalski z Polskiego Radia widział w tym pozytyw, bo pozwala społeczeństwu porównać cele z rezultatami wizyty. Jednak większość komentatorów zgadzała się, że incydent podkreśla napięcia między Pałacem Prezydenckim a rządem Donalda Tuska, co rzekomo osłabia pozycję Polski na arenie międzynarodowej.
Do tych wydarzeń dochodzą starsze kontrowersje z kampanii wyborczej. W maju 2025 roku Onet opublikował artykuł, w którym anonimowi świadkowie – rzekomo koledzy Nawrockiego z czasów pracy jako ochroniarz w Grand Hotelu w Sopocie – oskarżali go o udział w sprowadzaniu prostytutek dla gości hotelowych. Nawrocki stanowczo zaprzeczył tym zarzutom, nazywając je “stekiem kłamstw i nienawiści”. W odpowiedzi złożył pozew cywilny o ochronę dóbr osobistych oraz prywatny akt oskarżenia przeciwko Onetowi do Sądu Okręgowego w Warszawie. Pełnomocnicy Nawrockiego argumentowali, że publikacje nie miały oparcia w rzetelnym dziennikarstwie, a świadkowie deklarowali gotowość do zeznań w sądzie. Premier Donald Tusk zasugerował, by Nawrocki skorzystał z trybu wyborczego, który pozwala na szybkie rozstrzygnięcia w ciągu 24 godzin. Ta sprawa, choć z okresu przedwyborczego, nadal rzuca cień na wizerunek prezydenta, zwłaszcza w kontekście rzekomego kryzysu zaufania.
Rzekomo te skandale składają się na obraz sypiącej się prezydentury. Opozycja, w tym politycy Lewicy i Polski 2050, wykorzystują je do krytyki, argumentując, że Nawrocki nie jest w stanie utrzymać jedności w polityce zagranicznej ani obronić się przed zarzutami z przeszłości. Z kolei PiS broni prezydenta, twierdząc, że to celowe ataki ze strony rządu Tuska, mające na celu osłabienie konserwatywnej administracji. Nawrocki sam wetował niektóre ustawy, np. dotyczące wolności słowa w internecie, co rzekomo pokazuje jego zaangażowanie w ochronę demokracji. Weto to zatrzymało mechanizm, który mógł pozwalać na blokowanie treści bez decyzji sądu, co zwolennicy chwalą jako obronę fundamentów debaty publicznej.
Jednak w szerszym kontekście, prezydentura Nawrockiego stoi przed wyzwaniami. Wyciek instrukcji, wątpliwości wokół wyborów i proces sądowy z Onetem tworzą narrację kryzysu. Czy Nawrocki jest “skończony”? Na razie nie – jego urząd trwa, a poparcie PiS pozostaje silne. Ale jeśli oburzenie społeczne narasta, a sądy wydadzą niekorzystne orzeczenia, sytuacja może się zmienić. Warto pamiętać, że wiele z tych wydarzeń opiera się na domniemaniach, a pełne fakty wyjdą na jaw w toku postępowań. Polska polityka, pełna napięć, pokazuje, jak szybko rzekome skandale mogą wpływać na stabilność najwyższych urzędów.
W kontekście międzynarodowym, wizyta u Trumpa miała być kluczowa dla bezpieczeństwa Polski. Rzekomo wyciek osłabił pozycję Nawrockiego, ale rezultaty spotkania – zakładając, że do niego doszło – mogły przynieść korzyści. Krytycy wskazują, że brak koordynacji z rządem to błąd, który może kosztować Polskę w relacjach z USA. Z drugiej strony, zwolennicy prezydenta argumentują, że instrukcje MSZ były zbyt ogólne, by być użyteczne.
Podsumowując, rzekomy kryzys prezydentury Nawrockiego to mieszanka faktów i spekulacji. Cios od Sądu Najwyższego w formie wątpliwości Bodnara, eksplozywny wyciek instrukcji i starsze zarzuty tworzą burzę medialną. Czy to koniec? Czas pokaże, ale na razie Nawrocki kontynuuje obowiązki, starając się utrzymać kurs konserwatywnej polityki. Ważne jest, by w dyskusji opierać się na zweryfikowanych informacjach, unikając pochopnych wniosków.