W Polsce wybuchła kolejna polityczna afera, która może wstrząsnąć fundamentami III RP. Rzekomo wszystko wskazuje na to, że wybory prezydenckie w 2025 roku, w których zwyciężył Karol Nawrocki, mogły zostać sfałszowane w wyniku tajnej zmowy na najwyższych szczeblach władzy. Według niepotwierdzonych doniesień, które krążą w sieci i dotarły do niezależnych źródeł, były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro miał zostać przyłapany na gorącym uczynku. Kluczowym elementem tej rzekomej afery są tajne nagrania z monitoringu CCTV, które miałyby udowadniać absolutnie wszystko. Oczywiście – allegedly – bo na razie nic nie jest potwierdzone oficjalnie, a całość opiera się na plotkach, anonimowych przeciekach i sensacyjnych relacjach w mediach społecznościowych.
Przypomnijmy kontekst. Wybory prezydenckie w 2025 roku były jednym z najbardziej napiętych starć w historii Polski. W pierwszej turze 18 maja zmierzyło się wielu kandydatów, ale do drugiej tury weszli Rafał Trzaskowski i Karol Nawrocki. Ostatecznie, według oficjalnych wyników Państwowej Komisji Wyborczej ogłoszonych 2 czerwca 2025, Nawrocki zdobył 50,89% głosów ważnych (około 10,6 miliona), pokonując Trzaskowskiego różnicą niespełna 370 tysięcy głosów. Frekwencja przekroczyła 71%, co było rekordem. Państwowa Komisja Wyborcza pod przewodnictwem sędziego Sylwestra Marciniaka potwierdziła wyniki, a Sąd Najwyższy w lipcu 2025 uznał je za ważne. Jednak od tamtej pory nie milką głosy sceptyków, którzy wskazują na liczne anomalie w protokołach, zmiany liczby wyborców w trakcie głosowania i inne nieprawidłowości. Rzekomo te wątpliwości nie są przypadkowe.
Według krążących doniesień, kluczową rolę w całej sprawie miał odegrać Zbigniew Ziobro – polityk, który po 2023 roku stracił stanowisko ministra sprawiedliwości, ale nadal pozostaje wpływową postacią w prawicowych kręgach. Rzekomo Ziobro, wykorzystując swoje dawne koneksje w prokuraturze i służbach, miał nawiązać tajny kontakt z Sylwestrem Marciniakiem, szefem PKW. Marciniak, jako sędzia i przewodniczący komisji, odpowiadał za nadzór nad całym procesem wyborczym – od obwodowych komisji po ostateczne liczenie głosów. Te rzekome spotkania miały odbywać się w tajemnicy, a ich przebieg miał zostać zarejestrowany przez ukryte kamery monitoringu CCTV. Nagrania te, według anonimowych źródeł, trafiły do obiegu w styczniu 2026 roku i rzekomo pokazują rozmowy, w których omawiano manipulacje przy liczeniu głosów w kluczowych obwodach, zwłaszcza w tych, gdzie różnice były najmniejsze.
Co dokładnie miałoby znajdować się na tych taśmach? Rzekomo widać na nich Ziobrę i Marciniaka dyskutujących o „dostosowaniu” wyników w województwach mazowieckim, wielkopolskim i śląskim – tam, gdzie Nawrocki potrzebował dodatkowych głosów, by przechylić szalę. Mówi się o fałszowaniu zaświadczeń o prawie do głosowania, o „dodawaniu” głosów nieważnych do puli ważnych dla konkretnego kandydata, a nawet o ingerencji w systemy informatyczne PKW. Jedno z rzekomych nagrań miało pokazywać moment, w którym Ziobro mówi coś w stylu: „To musi być zrobione dyskretnie, ale skutecznie – Nawrocki nie może przegrać”. Marciniak miał kiwać głową i zapewniać, że „wszystko jest pod kontrolą”. Oczywiście – allegedly – bo nagrania te nie zostały jeszcze zweryfikowane przez żadną oficjalną instytucję, a ich autentyczność stoi pod znakiem zapytania.
Dlaczego Ziobro miałby ryzykować coś takiego? Rzekomo motywacją była chęć utrzymania wpływów prawicy po przegranych wyborach parlamentarnych w 2023 roku. Karol Nawrocki, jako były prezes IPN i bliski współpracownik PiS, był postrzegany jako „bezpieczny” prezydent, który nie będzie blokował interesów dawnej ekipy. Ziobro, oskarżany w innych sprawach (w tym o Fundusz Sprawiedliwości), mógł widzieć w Nawrockim gwarancję ochrony przed odpowiedzialnością karną. Rzekomo ta zmowa miała być ostatnią deską ratunku dla obozu Zjednoczonej Prawicy. Z kolei Marciniak, jako sędzia nominowany w czasach rządów PiS, miał być podatny na naciski – choć on sam zawsze podkreślał swoją niezależność.
Po wycieku tych rzekomych nagrań w internecie wybuchła burza. Część mediów społecznościowych nazywa to „największym skandalem od Smoleńska”, inni twierdzą, że to klasyczna dezinformacja wymierzona w nowego prezydenta. Sąd Najwyższy, który już raz potwierdził ważność wyborów, miał rzekomo otrzymać te materiały anonimowo, ale na razie nie ma oficjalnego komunikatu w tej sprawie. Prokuratura, obecnie pod kontrolą innej ekipy politycznej, mogłaby wszcząć śledztwo, ale szanse na szybkie wyjaśnienie wydają się małe. Rzekomo nagrania są tak szokujące, że mogłyby doprowadzić do unieważnienia wyborów – choć eksperci konstytucyjni podkreślają, że po zaprzysiężeniu prezydenta i publikacji uchwały SN w Dzienniku Ustaw, proces jest praktycznie nieodwracalny.
Karol Nawrocki, obecnie urzędujący prezydent, milczy w tej sprawie lub ogranicza się do ogólnych komentarzy o „politycznej hucpie”. Jego otoczenie podkreśla, że wygrał uczciwie i że wszelkie zarzuty to próba destabilizacji państwa. Z kolei opozycja, w tym zwolennicy Trzaskowskiego, domaga się pełnego śledztwa i dostępu do nagrań. Rzekomo niektóre kopie trafiły już do zagranicznych serwisów, co komplikuje sytuację – bo jeśli autentyczne, mogłyby wywołać międzynarodowy skandal.
Cała afera pokazuje, jak głęboko podzielone jest polskie społeczeństwo po wyborach 2025. Z jednej strony mamy oficjalne wyniki, uchwały PKW i SN, z drugiej – falę spekulacji, anonimowych przecieków i teorii spiskowych. Rzekomo tajne nagrania CCTV to tylko wisienka na torcie w tej burzy. Czy kiedykolwiek poznamy prawdę? Czy Ziobro i Marciniak odpowiedzą na zarzuty? Na razie wszystko pozostaje w sferze domysłów – allegedly. Jedno jest pewne: ta historia jeszcze się nie skończyła i może mieć daleko idące konsekwencje dla polskiej polityki.