**Rzekomo BOMBA! Unia Europejska rzekomo wkracza do gry – SN rzekomo ogłasza masowe przeliczanie głosów, obóz Kaczyńskiego i Nawrockiego rzekomo traci grunt pod nogami!**

By | February 2, 2026

W ostatnich tygodniach polska scena polityczna przeżywa prawdziwy wstrząs, który – **rzekomo** – może zmienić bieg historii III RP. Po drugiej turze wyborów prezydenckich w czerwcu 2025 roku, w których Karol Nawrocki (popierany przez Prawo i Sprawiedliwość oraz obóz Jarosława Kaczyńskiego) zmierzył się z Rafałem Trzaskowskim, pojawiły się liczne doniesienia o nieprawidłowościach w liczeniu głosów. Sąd Najwyższy (SN), a konkretnie Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, zaczął rozpatrywać tysiące protestów wyborczych – według niektórych źródeł nawet blisko 56 tysięcy. W odpowiedzi na te protesty SN zarządził w wybranych przypadkach oględziny kart do głosowania, co w praktyce oznaczało ponowne przeliczenie głosów w kilkunastu obwodowych komisjach wyborczych.

Te działania – **rzekomo** – ujawniły błędy, w których głosy oddane na jednego kandydata przypisywano drugiemu. Przykładowo, w komisji nr 95 w Krakowie **allegedly** doszło do zamiany: 1132 głosy, które powinny trafić do Trzaskowskiego, przypisano Nawrockiemu, i odwrotnie 540 głosów. Podobne przypadki odnotowano w Grudziądzu, Oleśnie, Tarnowie czy Bielsku-Białej. W jednej z warszawskich komisji **rzekomo** 160–163 głosy na Nawrockiego trafiły do pakietu z głosami Trzaskowskiego, co zmieniło lokalny wynik. Prokuratura Generalna, pod kierownictwem Adama Bodnara, złożyła wnioski o dalsze oględziny w setkach, a nawet tysiącach komisji, argumentując, że anomalie mogą mieć szerszy charakter.

Obóz Kaczyńskiego i Nawrockiego zareagował ostro. Jarosław Kaczyński publicznie stwierdził, że nie ma podstaw do masowego przeliczania głosów, nazywając takie żądania „bajkami” i podkreślając zasadę legalizmu. Twierdził, że prawo wyborcze nie przewiduje instytucji ponownego liczenia wszystkich głosów w skali kraju, a błędy w pojedynczych komisjach – nawet jeśli potwierdzone – nie wpływają na ogólny wynik wyborów. Nawrocki i PiS utrzymują, że wykryte nieprawidłowości są incydentalne, często korygowane już na etapie komisji obwodowych, a próby szerszego przeliczania to polityczna gra opozycji.

Z drugiej strony, część polityków Koalicji Obywatelskiej, w tym Roman Giertych, domaga się pełnego przeliczenia głosów we wszystkich komisjach, argumentując, że ujawnione pomyłki mogą być wierzchołkiem góry lodowej. Prokurator Generalny wnioskował o sprawdzenie nawet 1500 komisji. Eksperci prawni, w tym sędziowie SN, podkreślają jednak, że polskie prawo nie pozwala na masowe, ogólnokrajowe przeliczanie bez podstaw w konkretnych protestach – a termin na rozpatrzenie wszystkich spraw upływał w lipcu 2025 roku.

Tu właśnie – **rzekomo** – wkracza Unia Europejska. Pojawiły się doniesienia i spekulacje, że instytucje unijne, w tym Komisja Europejska czy Parlament Europejski, monitorują sytuację w Polsce z uwagą. W kontekście wcześniejszych sporów o praworządność, niezależność sądów i wybory, Bruksela **allegedly** wyraziła zaniepokojenie potencjalnymi naruszeniami standardów demokratycznych. Niektórzy komentatorzy sugerują, że UE może uruchomić mechanizmy kontrolne, takie jak procedura art. 7 Traktatu o UE, lub wstrzymać fundusze z KPO, jeśli uzna, że proces wyborczy został poważnie zakłócony. Pojawiły się głosy, że europejscy obserwatorzy wyborczy (choć nie było ich oficjalnie w 2025) lub raporty OBWE/ODIHR mogą posłużyć jako podstawa do interwencji. Te doniesienia – **rzekomo** – podsycają narrację, że „Bruksela wkracza do gry”, by chronić demokrację przed „autorytarnymi zapędami” obozu Kaczyńskiego.

Czy to prawda? Na razie brak oficjalnych komunikatów KE potwierdzających bezpośrednią interwencję w sprawę przeliczania głosów. Większość relacji wskazuje, że UE ogranicza się do ogólnych uwag o potrzebie transparentności i respektowania orzeczeń sądów. Jednak w polskim internecie i mediach społecznościowych teorie o „europejskim ultimatum” rozchodzą się błyskawicznie, podsycane przez opozycyjne portale i profile. Dla obozu Nawrockiego i Kaczyńskiego to **rzekomo** dodatkowy cios – tracą grunt pod nogami nie tylko w kraju, gdzie protesty wyborcze mnożą się jak grzyby po deszczu, ale też na arenie międzynarodowej, gdzie wizerunek Polski jako „krajów illiberalnych” znów wraca do łask.

Sytuacja jest dynamiczna. SN opublikował protokoły z oględzin w 13 komisjach, w większości potwierdzając błędy, ale nie na taką skalę, by zmienić wynik wyborów. W niektórych przypadkach Nawrocki nawet zyskiwał po korekcie. Prezes SN podkreślał, że nie ma prawnej możliwości masowego przeliczania bez podstawy w protestach. Mimo to debata trwa: czy błędy były systemowe, czy przypadkowe? Czy to dowód na słabość państwa prawa, czy na polityczną nagonkę?

Dla wielu Polaków to moment prawdy – czy wybory 2025 były uczciwe, czy też doszło do manipulacji na miarę poprzednich kontrowersji? Obóz Kaczyńskiego utrzymuje, że wszystko jest pod kontrolą, a wszelkie nieprawidłowości to marginalne incydenty. Opozycja widzi w tym szansę na podważenie mandatu prezydenta Nawrockiego. A Unia Europejska? **Rzekomo** stoi z boku, ale jej cień jest coraz dłuższy.

W tej burzliwej atmosferze polska polityka znów staje się areną walki o władzę, wiarygodność i przyszłość demokracji. Czy dojdzie do masowego przeliczania? Czy Bruksela naprawdę „wkracza do gry”? Czas pokaże. Na razie mamy tylko **rzekomo** i **allegedly** – ale emocje są prawdziwe.

Leave a Reply