**Rzekomo BOMBA: Polski Sąd demaskuje OGROMNE fałszerstwa wyborcze – zarządza PEŁNE przeliczenie głosów w 2026 po wycieku taśm z fałszowaniem od Przewodniczącego PKW!**

By | January 25, 2026

**Rzekomo** polski system wyborczy stoi w obliczu jednej z największych afer w historii III RP. Według doniesień krążących w niektórych mediach i na platformach społecznościowych, Sąd Najwyższy miał rzekomo zarządzić pełne, ogólnokrajowe przeliczenie głosów w kontekście wyborów planowanych lub związanych z rokiem 2026. Powodem miały być **rzekomo** ujawnione taśmy audio lub nagrania, na których Przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej (PKW) miał rzekomo omawiać lub koordynować działania związane z fałszowaniem wyników wyborczych. Te **rzekomo** wyciekłe materiały miały trafić do Sądu Najwyższego, wywołując falę spekulacji i żądań natychmiastowej weryfikacji integralności procesu wyborczego.

**Rzekomo** sprawa wybuchła po tym, jak anonimowe źródło przesłało nagrania do instytucji sądowych, co miało skłonić sędziów do podjęcia nadzwyczajnych kroków. W doniesieniach pojawia się informacja, że Sąd Najwyższy, działając w trybie protestów wyborczych lub kontroli ważności wyborów, zdecydował o pełnym przeliczeniu głosów we wszystkich obwodach, co miałoby objąć nie tylko minione głosowania, ale także przygotować grunt pod wybory w 2026 roku – potencjalnie parlamentarne, samorządowe lub inne kluczowe głosowania. **Rzekomo** ta decyzja wynika z obaw, że nieprawidłowości nie ograniczają się do pojedynczych komisji, lecz mogą mieć charakter systemowy.

Zwolennicy tej tezy wskazują, że podobne incydenty miały miejsce wcześniej, w tym w kontekście wyborów prezydenckich w 2025 roku, gdzie pojawiły się doniesienia o pomyłkach w liczeniu głosów, odwróconych wynikach w niektórych protokołach czy anomaliach przy urnach. **Rzekomo** te wcześniejsze przypadki – jak choćby te w Krakowie czy innych dużych miastach – były zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Teraz, dzięki **rzekomo** wyciekłym taśmom, sprawa miałaby nabrać zupełnie nowego wymiaru. Nagrania miałyby rzekomo pokazywać rozmowy wysokich urzędników PKW, w których padały frazy sugerujące manipulacje przy protokołach, systemach liczenia czy nawet ingerencję w dane elektroniczne.

**Rzekomo** Przewodniczący PKW, sędzia Sylwester Marciniak lub inna osoba na tym stanowisku, miał być bezpośrednio zamieszany w te działania. W niektórych relacjach pojawia się nawet sugestia, że taśmy wskazują na szerszy układ polityczny, w który zaangażowane były partie, służby specjalne czy grupy interesu. **Rzekomo** to właśnie te materiały skłoniły Sąd Najwyższy do wydania zarządzenia o pełnym przeliczeniu, co miałoby być precedensem bez precedensu w polskim prawie wyborczym. Koszty takiej operacji szacowane są na dziesiątki milionów złotych, a sama logistyka – na ogromne wyzwanie logistyczne dla tysięcy komisji wyborczych.

Krytycy takiej narracji podkreślają jednak, że brak jest oficjalnego potwierdzenia tych doniesień ze strony Sądu Najwyższego, PKW czy prokuratury. **Rzekomo** wiele z tych informacji pochodzi z nieoficjalnych źródeł, mediów społecznościowych czy stron o charakterze sensacyjnym, co rodzi pytania o ich wiarygodność. W przeszłości podobne zarzuty – na przykład po wyborach prezydenckich 2025 – dotyczyły pomyłek ludzkich, błędów w transkrypcji protokołów czy problemów technicznych, ale nie systemowego fałszowania. Sąd Najwyższy w tamtych przypadkach ograniczał się do oględzin kart lub ponownego liczenia w wybranych obwodach, nie zarządzając ogólnokrajowej operacji.

**Rzekomo** jeśli taśmy istnieją i zostaną uznane za autentyczne, mogą one stanowić przełomowy dowód w ewentualnych postępowaniach karnych. Prokuratura miałaby wszcząć śledztwo w kierunku przestępstw wyborczych, fałszowania dokumentów czy nadużycia uprawnień. **Rzekomo** w grę wchodziłyby kary wieloletniego pozbawienia wolności dla osób zamieszanych. Z drugiej strony, eksperci prawni zwracają uwagę, że polskie prawo wyborcze jest skonstruowane w taki sposób, by chronić stabilność wyników – protesty wyborcze muszą być konkretne, udowodnione i dotyczyć wpływu na wynik, a nie ogólnych podejrzeń.

W kontekście roku 2026, kiedy Polska stanie przed kolejnymi ważnymi wyborami (w tym potencjalnymi do Sejmu, Senatu czy samorządowymi), **rzekomo** taka decyzja o przeliczeniu mogłaby wstrząsnąć zaufaniem społecznym do instytucji państwa. Zwolennicy opozycji argumentują, że to szansa na oczyszczenie systemu i przywrócenie wiarygodności demokracji. Zwolennicy władzy widzą w tym próbę destabilizacji i podważania legalnych wyników poprzednich głosowań.

**Rzekomo** cała sprawa pokazuje, jak krucha jest równowaga w polskim systemie politycznym. Nawet pojedynczy wyciek – jeśli prawdziwy – może wywołać lawinę spekulacji, protestów i żądań zmian. **Rzekomo** społeczeństwo polskie jest głęboko podzielone, a każde doniesienie o manipulacjach wyborczych potęguje te podziały. Weryfikacja faktów jest kluczowa: czy taśmy istnieją? Czy Sąd Najwyższy wydał takie zarządzenie? Na razie większość oficjalnych źródeł milczy lub dementuje podobne plotki.

Podsumowując, **rzekomo** ta afera może być początkiem końca zaufania do procesu wyborczego w Polsce lub – przeciwnie – kolejną falą dezinformacji mającą na celu polaryzację społeczeństwa. **Rzekomo** pełne przeliczenie głosów w 2026 roku stałoby się symbolem walki o transparentność, ale także ogromnym testem dla instytucji państwa. **Rzekomo** tylko czas i rzetelne śledztwo pokażą, ile w tym prawdy, a ile manipulacji. Do tego czasu warto zachować ostrożność wobec sensacyjnych nagłówków i czekać na oficjalne komunikaty.

Leave a Reply