W ostatnich tygodniach w polskim internecie krążą doniesienia o rzekomym przełomie w sprawie wyborów prezydenckich. Według tych informacji Sąd Najwyższy miałby wydać dramatyczny nakaz aresztowania przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej (PKW), sędziego Sylwestra Marciniaka. Termin na wykonanie żądania to rzekomo 72 godziny, a warunkiem uniknięcia aresztu miałoby być przekazanie „prawdziwych” wyników głosowania. Te sensacyjne twierdzenia szybko rozprzestrzeniły się w mediach społecznościowych, wywołując falę dyskusji i spekulacji.
Rzekomo cała sprawa ma związek z zarzutami fałszowania wyników wyborów prezydenckich. Według krążących wersji Sąd Najwyższy, jako organ odpowiedzialny za stwierdzenie ważności wyborów, miałby uznać, że istnieją poważne wątpliwości co do uczciwości procesu. W związku z tym rzekomo nakazałby natychmiastowe działania, w tym aresztowanie szefa PKW, jeśli nie dojdzie do korekty lub ponownego ujawnienia wyników. Te doniesienia sugerują, że rzekomo doszło do manipulacji danymi na dużą skalę, co mogłoby podważyć legitymizację zwycięzcy wyborów.
Warto jednak podkreślić, że wszystkie te informacje mają charakter rzekomy i niepotwierdzony. Allegedly, podobne plotki pojawiały się już wcześniej w kontekście kontrowersji wokół PKW i Sądu Najwyższego. Fakt-checkingowe organizacje, takie jak Demagog, wielokrotnie dementowały podobne twierdzenia. Centrum Informacyjne Sądu Najwyższego jasno stwierdziło, że do instytucji nie wpłynął żaden wniosek o pociągnięcie sędziego Marciniaka do odpowiedzialności karnej. Nie ma też oficjalnych komunikatów o jakimkolwiek nakazie aresztowania.
Sylwester Marciniak, jako sędzia i przewodniczący PKW, odgrywał kluczową rolę w organizacji i rozliczaniu wyborów prezydenckich. Po ogłoszeniu wyników pojawiły się protesty wyborcze, skargi i dyskusje o ewentualnych nieprawidłowościach w niektórych komisjach. Sąd Najwyższy analizował te kwestie, w tym oględziny kart do głosowania w wybranych obwodach. Jednak żadne oficjalne decyzje nie wskazywały na masowe fałszerstwa ani nie prowadziły do nakazów aresztowań.
Te rzekome doniesienia wpisują się w szerszy kontekst politycznych napięć wokół wyborów. Po głosowaniu pojawiały się oskarżenia o błędy w liczeniu, problemy z protokołami czy nawet celowe manipulacje. Niektórzy komentatorzy sugerowali, że wyniki mogły być zafałszowane na korzyść jednego z kandydatów. Inni wskazywali na techniczne pomyłki, które nie wpływają na ostateczny rezultat. Allegedly, w niektórych wersjach historii mowa była nawet o ucieczce szefa PKW czy zamrożeniu kont bankowych – wszystko to jednak pozostaje w sferze spekulacji bez potwierdzenia w faktach.
Sąd Najwyższy, zgodnie z konstytucją i kodeksem wyborczym, ma obowiązek rozpatrzyć protesty i wydać uchwałę o ważności wyborów w określonym terminie. W przypadku wyborów prezydenckich proces ten przebiegał standardowo, z uwzględnieniem zgłoszonych zastrzeżeń. Nie ma dowodów na to, by instytucja ta wydała jakikolwiek nakaz aresztowania kogokolwiek z kierownictwa PKW.
Rzekome informacje o 72-godzinnym ultimatum brzmią dramatycznie, ale brakują im podstaw prawnych i faktycznych. Nakaz aresztowania w Polsce wymaga wniosku prokuratury, postanowienia sądu i spełnienia warunków kodeksu postępowania karnego. Sąd Najwyższy nie wydaje takich nakazów wprost – zajmuje się kontrolą ważności wyborów, a nie ściganiem karnym. Allegedly, takie historie często służą podsycaniu emocji i dezinformacji w sieci.
Warto pamiętać o roli mediów i fact-checkerów w weryfikacji podobnych doniesień. Organizacje monitorujące fake newsy regularnie oznaczają te twierdzenia jako fałszywe. Brak oficjalnych komunikatów z PKW, Sądu Najwyższego czy prokuratury potwierdza, że nie dzieje się nic takiego, co opisują te sensacyjne nagłówki.
W polskim systemie wyborczym PKW odpowiada za organizację głosowania, liczenie głosów i przekazanie wyników. Szef komisji, jak Sylwester Marciniak, pełni funkcję koordynacyjną. W razie wątpliwości Sąd Najwyższy może zarządzić dodatkowe czynności, ale nie prowadzi to do automatycznych aresztowań. Proces ważności wyborów prezydenckich zakończył się bez takich ekstremalnych kroków.
Te rzekome rewelacje pokazują, jak szybko w internecie rozprzestrzeniają się niepotwierdzone informacje. W dobie mediów społecznościowych jedna plotka może stać się viralem, wywołując niepokój wśród obywateli. Allegedly, część takich historii pochodzi z kont o charakterze satyrycznym lub celowo dezinformacyjnym, co dodatkowo komplikuje ocenę ich wiarygodności.
Podsumowując, nie ma żadnych wiarygodnych dowodów na to, że Sąd Najwyższy wydał nakaz aresztowania szefa PKW w ciągu 72 godzin ani że wymaga to oddania „prawdziwych” wyników wyborów. Wszystkie dostępne źródła wskazują na to, że to dezinformacja. Zalecamy ostrożność w traktowaniu takich nagłówków i sprawdzanie informacji w oficjalnych kanałach instytucji państwowych.