PoliticsSportTennis

**BOMBA: Sąd Najwyższy POLSKI WKRACZA Z HUKIEM – Rzekomo Zabiera Prezydentowi Świadectwo Wyboru, bo Wyciekły Monitoring Ujawnia OGROMNĄ Aferę Wrzucania Kart do urn! (Allegedly)**

W ostatnich miesiącach polska scena polityczna buzuje od plotek i sensacyjnych doniesień dotyczących wyborów prezydenckich z 2025 roku. Jedna z najbardziej szokujących narracji, która krąży w niektórych kręgach internetowych i mediach społecznościowych, mówi o tym, że Sąd Najwyższy rzekomo wkracza z hukiem w sprawę ważności wyboru prezydenta. Według tych doniesień, monitoring z lokali wyborczych miał ujawnić ogromną aferę polegającą na masowym wrzucaniu kart do urn, co miało wpłynąć na wynik głosowania. Cała sprawa miałaby doprowadzić do odebrania prezydentowi świadectwa wyboru. Oczywiście – jak podkreślamy – mowa tutaj o rzekomych wydarzeniach (allegedly), bo oficjalne źródła nie potwierdzają takiego scenariusza.

Wybory prezydenckie w 2025 roku były jednym z najbardziej zaciętych w historii III RP. Pierwsza tura odbyła się 18 maja, a druga – 1 czerwca. W drugiej turze zmierzyli się kandydaci reprezentujący dwa główne obozy polityczne: Karol Nawrocki (popierany przez Prawo i Sprawiedliwość) oraz Rafał Trzaskowski (związany z Koalicją Obywatelską). Ostatecznie, według oficjalnych wyników Państwowej Komisji Wyborczej, zwyciężył Karol Nawrocki z wynikiem około 50,89% głosów. Wynik ten został później zatwierdzony przez Sąd Najwyższy w uchwale z 1 lipca 2025 roku.

Sąd Najwyższy, a konkretnie Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, rozpatrywał liczne protesty wyborcze złożone po drugiej turze. Termin na składanie protestów upłynął 16 czerwca 2025. Wpłynęło ich kilkaset, a wiele z nich dotyczyło rzekomych nieprawidłowości w komisjach obwodowych – błędów w liczeniu głosów, pomyłek w protokołach czy nawet zarzutów manipulacji kartami do głosowania. Sąd Najwyższy w kilku przypadkach dopuścił dowód z oględzin kart wyborczych. Dotyczyło to kilkunastu komisji (m.in. w Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Mińsku Mazowieckim, Tarnowie, Katowicach i Bielsku-Białej). W protokołach opublikowanych przez SN pojawiły się informacje o stwierdzonych błędach – np. zamienionych głosach między kandydatami lub nieprawidłowym liczeniu.

Jednak kluczowe jest to, że wszystkie te nieprawidłowości uznano za błędy ludzkie, a nie za celową, zorganizowaną aferę. Sąd Najwyższy w swoich komunikatach podkreślał, że takie pomyłki zdarzały się również w poprzednich wyborach i nie miały wpływu na ostateczny wynik głosowania na skalę ogólnokrajową. Uchwała z 1 lipca 2025 roku jasno stwierdziła ważność wyboru Karola Nawrockiego na prezydenta RP. Nie było mowy o odbieraniu świadectwa wyboru, unieważnianiu wyborów czy jakichkolwiek działaniach „z hukiem” przeciwko prezydentowi-elektowi.

Skąd więc wzięły się sensacyjne nagłówki o „wyciekłym monitoringu” i „aferze wrzucania kart do urn”? W sieci krążą nagrania z kamer monitoringu zainstalowanych w niektórych lokalach wyborczych. Te nagrania – rzekomo (allegedly) – miały pokazywać osoby wrzucające pakiety kart do urn w sposób budzący wątpliwości. Część z tych materiałów pochodzi z komisji, gdzie później stwierdzono błędy w liczeniu. Jednak prokuratura i Sąd Najwyższy nie potwierdziły, by nagrania wskazywały na masową fałszerstwo. W większości przypadków chodziło o standardowe procedury (np. wrzucanie kart przez członków komisji po przeliczeniu) lub pojedyncze incydenty, które nie zmieniłyby wyniku wyborów.

Prokurator Generalny Adam Bodnar powołał nawet specjalny zespół śledczy do ponownego przeliczenia głosów w wybranych komisjach. Śledczy współpracowali z SN przy oględzinach kart. Ostatecznie nie znaleziono dowodów na zorganizowaną akcję fałszowania wyborów. Media głównego nurtu (TVN24, Onet, Rzeczpospolita, Gazeta.pl) relacjonowały sprawę jako incydenty lokalne, a nie ogólnokrajową aferę. Nawet w oświadczeniach SN podkreślano, że dopuszczenie oględzin kart miało na celu ustalenie rzeczywistej liczby głosów, a nie podważenie całego procesu wyborczego.

Zwolennicy teorii spiskowych twierdzą jednak, że „wyciek monitoringu” został celowo zatajony, a Sąd Najwyższy rzekomo przygotowuje grunt pod odebranie prezydentowi mandatu. Te narracje często pojawiają się w mediach społecznościowych, na forach czy w kanałach o profilu antyrządowym. Warto jednak pamiętać, że brak jest jakichkolwiek oficjalnych dokumentów, komunikatów SN czy prokuratury, które potwierdzałyby taki scenariusz. Wręcz przeciwnie – uchwała SN z lipca 2025 roku zamknęła temat ważności wyborów.

W kontekście prawa wyborczego, odebranie świadectwa wyboru byłoby możliwe tylko w przypadku stwierdzenia rażących naruszeń, które wpłynęłyby na wynik w skali kraju. Kodeks wyborczy i Konstytucja RP jasno określają procedurę: protesty → rozpoznanie przez SN → ewentualne unieważnienie wyborów w całości lub w części (co zdarza się ekstremalnie rzadko). W 2025 roku nic takiego nie miało miejsca.

Podsumowując: historia o „bombie” w Sądzie Najwyższym, rzekomym wycieku monitoringu i aferze wrzucania kart do urn pozostaje w sferze spekulacji i sensacyjnych doniesień (allegedly). Oficjalne instytucje – SN, PKW, prokuratura – nie potwierdziły masowego fałszerstwa. Wybory zostały uznane za ważne, a Karol Nawrocki objął urząd prezydenta. Jeśli pojawią się nowe fakty lub dowody, sprawa może wrócić do debaty publicznej. Na razie jednak wszystko wskazuje na to, że był to jeden z typowych okresów burzliwych protestów po wyborach, które ostatecznie nie zmieniły wyniku.

Leave a Reply