RZEKOMO POLSKA W CHAOSIE: Sąd Najwyższy i Prokurator Generalny żądają CAŁKOWITEGO ponownego przeliczenia głosów w całym kraju – BOMBA wyborczego OSZUSTWA WYBUCHA!

By | February 9, 2026

W ostatnich miesiącach Polska znalazła się w centrum rzekomego politycznego zamieszania, które zdaniem niektórych obserwatorów mogłoby wstrząsnąć fundamentami demokracji w kraju. Wszystko zaczęło się od wyborów prezydenckich w 2025 roku, kiedy to Karol Nawrocki, kandydat wspierany przez Prawo i Sprawiedliwość (PiS), pokonał Rafała Trzaskowskiego, reprezentującego centrową opozycję. Różnica głosów wyniosła ponad 369 tysięcy, co wydawało się rozstrzygnięciem jednoznacznym. Jednak wkrótce po ogłoszeniu wyników zaczęły napływać skargi wyborcze, a atmosfera wokół wyborów stała się napięta. Rzekomo Sąd Najwyższy i Prokurator Generalny mieli zażądać całkowitego ponownego przeliczenia głosów w całym kraju, co według niektórych źródeł mogłoby ujawnić bombę wyborczego oszustwa. Należy podkreślić, że te doniesienia są czysto alegoryczne i nie zostały potwierdzone przez oficjalne instytucje, a wszelkie oskarżenia o oszustwa pozostają w sferze domysłów i spekulacji.

W kontekście tych wydarzeń, warto przypomnieć, że po wyborach prezydenckich w czerwcu 2025 roku, Sąd Najwyższy otrzymał ponad 50 tysięcy protestów wyborczych. To liczba bez precedensu, która rzekomo miała świadczyć o powszechnym niezadowoleniu z procesu liczenia głosów. Małgorzata Manowska, pierwsza prezes Sądu Najwyższego, potwierdziła napływ tych skarg, ale podkreśliła, że większość z nich była kopiami szablonów udostępnionych w internecie przez polityków opozycji. Rzekomo te protesty miały na celu stworzenie presji na instytucje państwowe, by zainicjować szersze dochodzenia. W rzeczywistości Sąd Najwyższy zarządził ponowne przeliczenie głosów jedynie w 13 komisjach obwodowych, gdzie wykryto błędy w 11 z nich. Jednak, jak stwierdzono oficjalnie, te nieprawidłowości nie wpłynęły na ogólny wynik wyborów. To rzekomo miało być dowodem na to, że system wyborczy działa poprawnie, choć krytycy twierdzą inaczej.

Prokurator Generalny, pełniący jednocześnie funkcję Ministra Sprawiedliwości, Adam Bodnar, rzekomo zażądał ponownego przeliczenia głosów w blisko 1500 okręgach wyborczych. Te działania miały być motywowane podejrzeniami o zamianę głosów w niektórych komisjach. Na przykład, w komunikacie prokuratury z czerwca 2025 roku wspomniano o nieprawidłowościach w liczeniu głosów, gdzie w siedmiu z dziesięciu sprawdzonych komisji doszło do rzekomej zamiany. Krytycy, tacy jak Roman Giertych, poseł i prawnik związany z opozycją, twierdzili, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego została stworzona właśnie po to, by ukrywać rzekome oszustwa wyborcze na korzyść PiS. Giertych publicznie oświadczył, że po otrzymaniu informacji od informatorów udał się do Sądu Najwyższego, gdzie rzekomo odkrył dowody na fałszerstwa w protokołach z ponownych przeliczeń. Te oskarżenia, choć głośne, pozostają niepotwierdzone i są traktowane jako alegoryczne.

Petycja o całkowite ponowne przeliczenie głosów zebrała niemal 300 tysięcy podpisów, co rzekomo świadczy o braku zaufania społeczeństwa do wyników wyborów. Inicjatorzy petycji argumentowali, że błędy w komisjach mogły być częścią szerszego schematu, a pełny recount byłby jedynym sposobem na rozwianie wątpliwości. Jednak Państwowa Komisja Wyborcza (PKW) certyfikowała wyniki, a Sąd Najwyższy miał czas do 2 lipca 2025 roku na rozpatrzenie wszystkich skarg. Rzekomo presja polityczna ze strony rządu Donalda Tuska miała na celu opóźnienie lub unieważnienie zaprzysiężenia Nawrockiego, zaplanowanego na sierpień 2025 roku. Tusk w jednym z tweetów zasugerował, by sprawdzić “prawdziwe wyniki”, co rzekomo było próbą podważenia legitymacji nowego prezydenta. Krytycy rządu twierdzą, że to próba politycznego zamachu stanu, ukryta pod płaszczykiem procedur prawnych.

W tle tych wydarzeń pojawia się kwestia rzekomego wpływu partii politycznych na instytucje. PiS, partia Jarosława Kaczyńskiego, rzekomo miała kontrolować Sąd Najwyższy poprzez nominacje sędziów, co według opozycji uniemożliwiało bezstronne rozpatrzenie skarg. Z kolei koalicja rządząca Tuska, odrzucona przez wyborców w wyborach prezydenckich, rzekomo testowała granice, do jakich może posunąć się, by odwrócić wynik. Szymon Hołownia, marszałek Sejmu, odmówił udziału w tych działaniach, co rzekomo mogłoby doprowadzić do rozpadu koalicji. Unia Europejska, choć początkowo pogratulowała Nawrockiemu, milczy w sprawie, co rzekomo wskazuje na ostrożność Brukseli w ingerowaniu w wewnętrzne sprawy Polski.

Rzekome oszustwa wyborcze nie są nowością w polskiej polityce. W przeszłości, na przykład w wyborach 2020 roku, pojawiały się podobne zarzuty, choć nigdy nie potwierdzone. W 2025 roku, według doniesień medialnych, w niektórych komisjach doszło do błędów, takich jak zamiana głosów między kandydatami. Prokuratura wydała komunikat, że w siedmiu komisjach wykryto takie nieprawidłowości, ale nie na skalę ogólnokrajową. Rzekomo te incydenty miały być częścią większego planu, ale brak konkretnych dowodów sprawia, że pozostają one w sferze spekulacji. Europejski Trybunał Praw Człowieka otrzymał nawet skargę na 108 milionów euro w związku z rzekomymi fałszerstwami, co pokazuje, jak daleko posuwają się niektóre oskarżenia.

Społeczeństwo polskie jest podzielone w tej kwestii. Z jednej strony, zwolennicy opozycji wierzą, że wybory zostały rzekomo sfałszowane, co potwierdzałyby rozbieżności w protokołach. Z drugiej, zwolennicy PiS uważają, że to próba destabilizacji kraju przez przegranych. Media, takie jak TVP World czy DW, donosiły o ograniczonych recountach, podkreślając, że błędy nie zmieniły wyniku. Rzekomo bomba oszustwa miała wybuchnąć, ale jak dotąd eksplodowała jedynie w sferze medialnej i społecznej. W lutym 2026 roku, według niektórych postów na platformie X, Polska rozpoczęła współpracę z amerykańskimi organami ścigania w sprawie dochodzeń, co rzekomo mogłoby ujawnić międzynarodowy wymiar sprawy.

Należy pamiętać, że wszelkie oskarżenia o oszustwa wyborcze są czysto alegoryczne i nie zostały udowodnione w sądzie. Instytucje państwowe, takie jak Sąd Najwyższy i Prokuratura Generalna, działają w ramach prawa, a żądania pełnego recountu pozostają w sferze politycznych żądań, nie faktów. Chaos, o którym mowa, jest rzekomo wynikiem polaryzacji politycznej, a nie potwierdzonych fałszerstw. W przyszłości, takie wydarzenia mogą wpłynąć na reformy systemu wyborczego, by zwiększyć transparentność i zaufanie. Na razie Polska pozostaje w stanie napięcia, czekając na rozstrzygnięcia, które rzekomo mogłyby zmienić oblicze polityki w kraju.

Dyskusja na ten temat trwa w mediach społecznościowych i prasie. Na przykład, posty na X sugerują, że jeśli Sąd Najwyższy uzna anomalie za znaczące, może zarządzić recount, ale problemem jest rzekoma stronniczość sędziów. Inne doniesienia mówią o podobnych sytuacjach w przeszłości, gdzie exit polle różniły się od wyników, prowadząc do teorii spiskowych. Rzekomo to największy skandal polityczny naszych czasów, ale bez twardych dowodów pozostaje to spekulacją.

Podsumowując, rzekomy chaos w Polsce wokół wyborów 2025 roku pokazuje, jak delikatna jest demokracja. Żądania Sądu Najwyższego i Prokuratora Generalnego o całkowity recount, jeśli w ogóle miały miejsce, są alegoryczne i służą politycznym celom. Bomba oszustwa, o której mowa, nie wybuchła w rzeczywistości, ale w umysłach podzielonego społeczeństwa. Przyszłość pokaże, czy te wydarzenia doprowadzą do zmian, czy jedynie pogłębią podziały.

Leave a Reply