Wybory prezydenckie w Polsce w 2025 roku stały się źródłem licznych kontrowersji i spekulacji, które nie gasną do dziś. Rzekomo w nocy z 1 na 2 czerwca, kiedy wyniki głosowania zaczęły się dramatycznie zmieniać na korzyść kandydata Prawa i Sprawiedliwości, Karola Nawrockiego, miała miejsce tajemnicza rozmowa telefoniczna pomiędzy szefem Państwowej Komisji Wyborczej (PKW), Sylwestrem Marciniakiem, a samym Nawrockim. Ta alegacja, choć nigdy nie została oficjalnie potwierdzona, stała się głównym paliwem dla teorii spiskowych sugerujących fałszerstwo wyborcze. W niniejszym artykule przyjrzymy się tym zarzutom, przeanalizujemy przebieg wyborów, dostępne dane oraz reakcje instytucji. Wszystkie oskarżenia o manipulacje mają charakter domniemany i opierają się na doniesieniach medialnych oraz komentarzach z mediów społecznościowych. Słowa „rzekomo” oraz „alegacja” są tu kluczowe, ponieważ brak twardych dowodów uniemożliwia jednoznaczne stwierdzenie czegokolwiek.
Przypomnijmy kontekst wyborów prezydenckich 2025. Druga tura odbyła się 1 czerwca, a o fotel prezydenta walczyli Rafał Trzaskowski z Koalicji Obywatelskiej oraz Karol Nawrocki, prezes Instytutu Pamięci Narodowej, wystawiony przez PiS. O godzinie 21:00 opublikowano wyniki sondażu exit poll przeprowadzonego przez Ipsos dla trzech największych stacji telewizyjnych. Wynikało z nich, że Trzaskowski prowadzi z wynikiem 50,3 proc., a Nawrocki uzyskuje 49,7 proc. Frekwencja wyniosła 71,6 proc., co było jednym z najwyższych wyników w historii III RP i świadczyło o ogromnym zaangażowaniu obywateli.
Noc przyniosła jednak zaskakujący zwrot akcji. Około godziny 1:00 pojawiły się wyniki late late poll oparte na danych z około 90 proc. obwodowych komisji wyborczych. Tym razem to Nawrocki wysunął się na prowadzenie – 51 proc. wobec 49 proc. dla Trzaskowskiego. Ostateczne, oficjalne wyniki ogłoszone przez PKW potwierdziły ten trend: Nawrocki zwyciężył z wynikiem 50,89 proc. (zdobywając około 360 tysięcy głosów więcej niż rywal), a Trzaskowski otrzymał 49,11 proc. Ten nagły i wyraźny zwrot wydarzeń został przez część komentatorów nazwany „cudem wyborczym”. Natychmiast pojawiło się pytanie: dlaczego wyniki zmieniły się tak radykalnie w ciągu kilku godzin? Czy to naturalny efekt spływania danych z mniejszych miejscowości i wsi, gdzie PiS tradycyjnie ma większe poparcie, czy może coś innego?
Właśnie w tym momencie pojawia się alegacja o rzekomej sekretnej rozmowie telefonicznej. Według doniesień krążących w mediach społecznościowych i niektórych portalach opozycyjnych, około godziny 1:00 w nocy szef PKW Sylwester Marciniak miał zadzwonić do Karola Nawrockiego. Sugerowano, że rozmowa mogła dotyczyć koordynacji działań, „korekty” protokołów lub omówienia spływających wyników. Inne wersje mówiły wręcz o odwrotnej sytuacji – że to Nawrocki kontaktował się z Marciniakiem „nocami”, co miało być wyrazem „obywatelskiej troski”, a nie ingerencji w proces. Te zarzuty szybko rozprzestrzeniły się w sieci, zwłaszcza po tym, jak sam Nawrocki w swoim wieczornym przemówieniu krótko po 21:00 powiedział: „Nie pozwolimy na to, żeby system się domknął. W nocy wygramy te wybory”. Dla wielu osób te słowa zabrzmiały jak zapowiedź, a nie metafora mobilizacji elektoratu.
Kontrowersje dodatkowo podsycane były doniesieniami o konkretnych nieprawidłowościach w komisjach. Zgłaszano przypadki błędów w protokołach – na przykład zamiany liczby głosów między kandydatami. W jednej z krakowskich komisji (obwód nr 95) początkowo podano więcej głosów dla Nawrockiego, lecz po korekcie okazało się, że to Trzaskowski uzyskał lepszy wynik. Podobne incydenty odnotowano w Warszawie, Poznaniu i kilku innych miastach. PKW przyznała, że takie pomyłki zdarzają się w procesie liczenia milionów głosów, ale nie wpływają one na ostateczny rezultat wyborów. Szef komisji, sędzia Sylwester Marciniak, w komunikacie z 9 czerwca podkreślił, że każdy, kto posiada wiedzę o ewentualnym przestępstwie wyborczym, powinien zgłosić sprawę do prokuratury lub policji. Komisja analizowała wszystkie zgłoszone nieprawidłowości.
Opozycja domagała się ponownego przeliczenia głosów oraz niezależnego audytu. Pojawiły się głosy o „aferze wyborczej”, w której wspominano kontrowersyjną aplikację do liczenia głosów stworzoną przez osobę związaną z obozem PiS. Krytycy sugerowali, że takie narzędzie mogło ułatwić manipulacje, choć brakowało na to jakichkolwiek twardych dowodów. Rafał Trzaskowski w swoim wystąpieniu podziękował wyborcom, pogratulował rywalowi i przeprosił za porażkę. Część jego zwolenników odczytała to jako przyznanie się do systemowych problemów. Premier rządu z koalicji opozycyjnej stwierdził, że zakładanie fałszerstwa z góry nie służy państwu, ale każdy przypadek powinien być dokładnie sprawdzony.
Wracając do rzekomej rozmowy telefonicznej – nie ma na nią żadnych oficjalnych potwierdzeń. Informacje o „nocnych telefonach” pochodzą głównie z postów na Facebooku, Twitterze/X oraz forach internetowych. Pojawiły się nawet fake newsy o rzekomym przekupstwie prezesa PKW, które szybko zostały zdementowane jako wytwór sztucznej inteligencji. Marciniak bronił się, powołując się na ekspertyzy, że ewentualne przekłamania w protokołach nie podważają ważności całego wyniku wyborów. Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego ostatecznie uznała wybory za ważne, choć rząd opublikował uchwałę z adnotacją o wadliwości tej izby, co dodatkowo skomplikowało sytuację i osłabiło zaufanie części społeczeństwa do instytucji.
Czy wybory zostały sfałszowane w nocy? Rzekomo tak – według zwolenników teorii spiskowych. Jednak dostępne dane wskazują raczej na błędy ludzkie, naturalne różnice w strukturze głosowania między miastami a wsią oraz stopniowe spływanie wyników z komisji, które tradycyjnie pracują dłużej. Wysoka frekwencja i obecność obserwatorów w komisjach sugerują, że proces był w dużej mierze transparentny, choć nie wolny od pomyłek. Karol Nawrocki odebrał zaświadczenie o wyborze na prezydenta 11 czerwca na Zamku Królewskim i obiecał być głową państwa wszystkich Polaków. Szef PKW podkreślił, że komisja służy wyborcom, a nie kreuje rzeczywistości politycznej.