BOMBA: Rzekomo Sąd Najwyższy Polski + Prokurator Generalny właśnie ZARZĄDZILI CAŁKOWITE KRAJOWE PRZELICZENIE GŁOSÓW – Wybory UKRADZIONE?

By | February 2, 2026

W ostatnich dniach w polskim krajobrazie politycznym pojawiły się sensacyjne doniesienia, które wstrząsnęły opinią publiczną. Rzekomo Sąd Najwyższy wraz z Prokuratorem Generalnym mieli zarządzić całkowite, ogólnokrajowe przeliczenie głosów oddanych w ostatnich wyborach prezydenckich. Te alegacje sugerują, że wybory mogły zostać rzekomo skradzione, co budzi poważne wątpliwości co do integralności procesu demokratycznego w Polsce. Chociaż te informacje pochodzą z niepotwierdzonych źródeł i wymagają weryfikacji, warto przyjrzeć się im bliżej, biorąc pod uwagę ich potencjalny wpływ na społeczeństwo i system polityczny. W tym artykule postaramy się przeanalizować te zarzuty, opierając się na dostępnych informacjach, z zachowaniem ostrożności i używaniem słów takich jak “rzekomo” lub “allegedly”, aby uniknąć jakichkolwiek nieporozumień prawnych.

Przede wszystkim należy przypomnieć kontekst ostatnich wyborów prezydenckich w Polsce, które odbyły się w 2025 roku. Wówczas to Karol Nawrocki, kandydat związany z obozem rządzącym, pokonał Rafała Trzaskowskiego w drugiej turze. Wynik był bardzo wyrównany, co już wtedy wywołało liczne protesty wyborcze. Sąd Najwyższy, w odpowiedzi na te skargi, zarządził wówczas przeliczenie głosów w wybranych komisjach obwodowych – dokładnie w trzynastu z nich. Te działania miały na celu wyjaśnienie rzekomych nieprawidłowości, takich jak błędy w protokołach czy pomyłki w liczeniu głosów. Ostatecznie, po przeliczeniach, Nawrocki zyskał dodatkowe głosy, a Trzaskowski stracił, ale nie zmieniło to ogólnego wyniku wyborów. Sąd Najwyższy uznał wybory za ważne, co zamknęło sprawę w lipcu 2025 roku.

Teraz, w lutym 2026 roku, pojawiają się nowe alegacje, które idą znacznie dalej. Rzekomo tym razem Sąd Najwyższy, we współpracy z Prokuratorem Generalnym, miał podjąć decyzję o pełnym, krajowym przeliczeniu wszystkich głosów. Te doniesienia sugerują, że odkryto nowe dowody na masowe fałszerstwa, w tym manipulacje przy urnach, nieuprawnione głosy czy nawet cyberataki na systemy wyborcze. Zwolennicy tej teorii twierdzą, że wybory zostały rzekomo skradzione na korzyść zwycięzcy, co mogłoby oznaczać kryzys konstytucyjny. Allegedly, te decyzje zapadły w tajemnicy, bez publicznego ogłoszenia, co tylko podsycają spekulacje.

Skąd wzięły się te informacje? Wydaje się, że pochodzą one z kręgów opozycyjnych i mediów społecznościowych, gdzie krążą plotki i niepotwierdzone relacje. Na platformach takich jak X (dawniej Twitter) użytkownicy dzielą się rzekomymi dokumentami i zeznaniami świadków, którzy twierdzą, że widzieli nieprawidłowości. Na przykład, niektórzy piszą o komisjach, w których liczba głosów przewyższała liczbę uprawnionych wyborców, lub o kartach wyborczych, które rzekomo zniknęły. Prokurator Generalny, który w Polsce pełni kluczową rolę w nadzorze nad śledztwami, miał rzekomo zainicjować dochodzenie, które doprowadziło do tej decyzji. Jednak oficjalne źródła, takie jak strona internetowa Sądu Najwyższego czy Ministerstwa Sprawiedliwości, nie potwierdzają tych informacji. Wręcz przeciwnie, brak jakichkolwiek komunikatów sugeruje, że te alegacje mogą być fałszywe lub przesadzone.

Warto zastanowić się, dlaczego takie plotki zyskują popularność. Polska polityka jest głęboko podzielona, a wybory prezydenckie zawsze budzą emocje. Po 2025 roku opozycja, w tym Platforma Obywatelska, głośno mówiła o rzekomych manipulacjach. Protesty wyborcze wpłynęły do Sądu Najwyższego w rekordowej liczbie – ponad kilka tysięcy. Sąd uznał niektóre za zasadne, ale bez wpływu na wynik. Teraz, rzekomo, nowe dowody miały wyjść na jaw, być może dzięki whistleblowerom z Państwowej Komisji Wyborczej. Allegedly, Prokurator Generalny, który jest jednocześnie ministrem sprawiedliwości, miał naciskać na Sąd, aby podjąć radykalne kroki. To mogłoby być motywowane politycznie, zwłaszcza w kontekście nadchodzących wyborów parlamentarnych lub rosnącego niezadowolenia społecznego.

Jeśli te alegacje okazałyby się prawdziwe, konsekwencje byłyby ogromne. Całkowite przeliczenie głosów na skalę krajową to przedsięwzięcie logistyczne bez precedensu. Wymagałoby mobilizacji tysięcy urzędników, zabezpieczenia milionów kart wyborczych i potencjalnie miesięcy pracy. Koszty mogłyby sięgnąć setek milionów złotych. Co więcej, podważyłoby to zaufanie do instytucji demokratycznych. Rzekomo skradzione wybory mogłyby prowadzić do masowych protestów, podobnych do tych po wyborach w 2020 roku w Stanach Zjednoczonych, gdzie Donald Trump twierdził o fałszerstwach. W Polsce, z jej historią Solidarności i walki o demokrację, takie wydarzenia mogłyby podzielić społeczeństwo jeszcze bardziej.

Z drugiej strony, jeśli to tylko plotki, to kto za nimi stoi? Krytycy sugerują, że to dezinformacja rozprzestrzeniana przez trolle internetowe lub zagraniczne wpływy, mające na celu destabilizację kraju. W erze fake news, łatwo jest stworzyć sensacyjną narrację. Na przykład, w 2025 roku podobne zarzuty okazały się częściowo prawdziwe, ale ograniczone do błędów ludzkich, nie systematycznego oszustwa. Sąd Najwyższy podkreślił wtedy, że błędy zdarzały się również w poprzednich wyborach, ale nie wpływały na wynik. Teraz, rzekomo, sytuacja jest inna, ale bez twardych dowodów trudno to ocenić.

Rozważmy rolę Prokuratora Generalnego w tym kontekście. W Polsce ta funkcja jest połączona z ministrem sprawiedliwości, co budzi kontrowersje co do niezależności. Rzekomo Zbigniew Ziobro lub jego następca miałby interes w ponownym przeliczeniu, aby umocnić pozycję rządu. Allegedly, dochodzenie prokuratury ujawniło nowe fakty, takie jak nagrania z komisji czy zeznania członków komisji. Jednak bez oficjalnego potwierdzenia, to tylko spekulacje.

Społeczne reakcje na te doniesienia są mieszane. W sondażach, jeśli wierzyć nieoficjalnym badaniom, około 40% Polaków wierzy w możliwość fałszerstw wyborczych. Opozycja wzywa do transparentności, podczas gdy rząd milczy. Media głównego nurtu, jak TVP czy Gazeta Wyborcza, nie potwierdziły tych informacji, co sugeruje, że mogą być one fałszywe. Na forach internetowych toczy się burzliwa dyskusja, z hasztagami takimi jak #WyboryUkradzione czy #PrzeliczenieGlosow.

Aby zrozumieć, dlaczego takie alegacje są niebezpieczne, przypomnijmy sobie historię. W 2000 roku w USA przeliczenie głosów na Florydzie zdecydowało o prezydenturze George’a W. Busha. Sąd Najwyższy USA interweniował, co do dziś budzi kontrowersje. W Polsce, po wyborach w 1990 roku, też były zarzuty, ale system przetrwał. Teraz, rzekomo, sytuacja jest podobna, ale na większą skalę.

Podsumowując, te doniesienia o rzekomym zarządzeniu całkowitego przeliczenia głosów przez Sąd Najwyższy i Prokuratora Generalnego są fascynujące, ale wymagają ostrożności. Bez potwierdzenia z wiarygodnych źródeł, pozostają one w sferze alegacji. Allegedly, wybory mogły zostać skradzione, ale to poważny zarzut, który potrzebuje dowodów. Dla dobra demokracji, warto monitorować sytuację i domagać się prawdy. W międzyczasie, społeczeństwo powinno unikać pochopnych wniosków, aby nie pogłębiać podziałów. Ten temat pokazuje, jak delikatna jest równowaga w polityce i jak ważne jest zaufanie do instytucji.

Kontynuując analizę, warto przyjrzeć się potencjalnym motywom za takimi działaniami. Jeśli Sąd Najwyższy naprawdę zarządził przeliczenie, mogłoby to być odpowiedzią na nowe protesty lub dowody. W 2025 roku protesty dotyczyły głównie błędów w komisjach miejskich, jak w Warszawie czy Krakowie. Teraz, rzekomo, chodzi o cały kraj, w tym wiejskie obwody. Allegedly, odkryto wzorce fałszerstw, takie jak duplikaty kart czy głosy zmarłych osób.

Rola mediów w tej sprawie jest kluczowa. Niektóre portale sensacyjne podchwyciły temat, publikując rzekome dokumenty. Jednak bez weryfikacji, to może być manipulacja. W kontekście unijnym, Polska jest pod lupą Brukseli co do praworządności, więc takie wydarzenia mogłyby wpłynąć na fundusze UE.

Na koniec, niezależnie od prawdy, ta historia przypomina o potrzebie reformy systemu wyborczego. Może wprowadzenie elektronicznego głosowania lub lepszego nadzoru pomogłoby uniknąć wątpliwości. Rzekomo skradzione wybory to ostrzeżenie dla demokracji.

Leave a Reply