**Rzekomo Najbardziej znienawidzony były minister Polski właśnie dostał OGROMNY Prezydencki Medal – mimo że grozi mu 26 zarzutów karnych?!**

By | February 2, 2026

W ostatnich miesiącach polska scena polityczna znów dostarcza tematów do gorących dyskusji. Jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci w historii III RP, określana przez część mediów i opinii publicznej jako „najbardziej znienawidzony były minister”, rzekomo otrzymała prestiżowe odznaczenie państwowe – Prezydencki Medal. Co więcej, ma to miejsce w sytuacji, gdy – jak donoszą liczne źródła – grozi mu postawienie **26 zarzutów karnych**. Cała sprawa budzi ogromne emocje, pytania o standardy, sprawiedliwość i polityczne motywy decyzji.

**Allegedly**, chodzi o byłego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, który przez lata był jedną z najbardziej wpływowych postaci w polskim systemie wymiaru sprawiedliwości. Jego działalność budziła skrajne reakcje – od entuzjastycznego poparcia po ostrą krytykę i oskarżenia o nadużycia władzy. Dla jednych był symbolem twardej walki z przestępczością i reform wymiaru sprawiedliwości, dla innych – uosobieniem patologii i politycznego wykorzystania instytucji państwa.

Sprawa nabrała nowego wymiaru, gdy pojawiły się doniesienia o nadaniu mu wysokiego odznaczenia prezydenckiego. Prezydenckie medale i ordery w Polsce są nadawane za wybitne zasługi dla państwa i społeczeństwa. Decyzja należy wyłącznie do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, co czyni ją aktem dyskrecjonalnym. W tym przypadku jednak timing wydaje się wyjątkowo kontrowersyjny.

**Allegedly**, prokuratura – po zmianie władzy w 2023/2024 roku – prowadzi intensywne śledztwo w sprawie tzw. Funduszu Sprawiedliwości. To program, który miał wspierać ofiary przestępstw i inicjatywy społeczne, ale został oskarżony o liczne nieprawidłowości. Według doniesień medialnych, śledczy chcą postawić byłemu ministrowi **26 zarzutów**, w tym najcięższy – kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Chodzi o rzekome ustawianie konkursów dotacyjnych, kierowanie środkami do podmiotów powiązanych politycznie oraz wyrządzenie szkody majątkowej w wielkich rozmiarach – mowa o kwotach przekraczających 140 milionów złotych.

Te zarzuty nie są jeszcze formalnie postawione, ponieważ wymagają uchylenia immunitetu poselskiego (jeśli osoba nadal pełni mandat). Proces ten trwa, a Sejmowa Komisja Regulaminowa rekomendowała uchylenie immunitetu we wszystkich punktach. Ostateczna decyzja należy do Sejmu, a sprawa może trafić do sądu. Były minister konsekwentnie odrzuca wszelkie oskarżenia, nazywając je polityczną zemstą i próbą niszczenia opozycji.

W tym kontekście nadanie medalu prezydenckiego – jeśli faktycznie miało miejsce – wydaje się aktem o silnym wydźwięku politycznym. Prezydent, wywodzący się z tego samego obozu politycznego co oskarżony, mógł chcieć okazać solidarność i podkreślić, że nie uznaje zarzutów za wiarygodne. Z drugiej strony, krytycy widzą w tym dowód na upolitycznienie systemu odznaczeń i lekceważenie toczących się postępowań.

Warto przypomnieć, że polskie prawo pozwala Prezydentowi na nadawanie odznaczeń niezależnie od trwających spraw karnych – nie ma tu formalnego zakazu. Konstytucja i ustawa o orderach i odznaczeniach dają głowie państwa szeroką swobodę. Jednak w praktyce takie decyzje zawsze wywołują burzę, bo społeczeństwo oczekuje, że najwyższe honory trafiają do osób niebudzących wątpliwości co do swojej uczciwości.

**Allegedly**, cała afera Funduszu Sprawiedliwości to jeden z największych skandali ostatnich lat. Fundusz miał służyć dobrym celom – pomocy poszkodowanym, remontom zabytków sakralnych, wsparciu strażaków ochotników czy organizacjom pozarządowym. W rzeczywistości – według prokuratury – część pieniędzy trafiła do podmiotów blisko związanych z byłym ministrem i jego partią. Śledczy wskazują na fikcyjne projekty, zawyżone koszty i brak realnego nadzoru.

Były minister broni się, twierdząc, że wszystkie decyzje były zgodne z prawem, a obecne działania to „polowanie na czarownice” prowadzone przez nową władzę. Podkreśla, że za jego czasów Fundusz pomógł tysiącom osób i organizacji, a zarzuty mają charakter polityczny.

Sprawa medalu wpisuje się w szerszy konflikt między obecną władzą wykonawczą a instytucjami prezydenckimi. Widzimy to też w innych kwestiach – sporach o odznaczenia MSZ, ułaskawieniach czy kontroli nad służbami. Dla części Polaków to dowód na podział państwa na „dwa plemiona”, gdzie lojalność partyjna przeważa nad interesem publicznym.

**Allegedly**, nadanie medalu w takiej chwili może być odczytane jako sygnał: „Nie damy się złamać”. Dla zwolenników to akt odwagi i uznania za lata pracy. Dla przeciwników – skandal i cynizm. Media prorządowe piszą o „politycznej zemście”, te opozycyjne o „ochronie kolesiów”.

Niezależnie od ocen, fakt pozostaje faktem: w polskim życiu publicznym granica między polityką a sprawiedliwością jest cienka. Sprawy karne przeciwko prominentnym politykom często kończą się umorzeniami, uniewinnieniami lub – przeciwnie – wieloletnimi procesami. Historia pokazuje przykłady ministrów, którzy mimo zarzutów wracali do łask lub unikali kary.

Czy medal zostanie odebrany? Czy zarzuty okażą się prawdziwe? Tego dowiemy się zapewne za kilka lat. Na razie pozostaje gorąca debata, setki komentarzy w mediach społecznościowych i pytanie: czy w Polsce można być jednocześnie „najbardziej znienawidzonym” i odznaczonym najwyższymi honorami?

**Allegedly**, to wszystko pokazuje, jak głęboko podzielone jest nasze społeczeństwo. Jedni widzą w tym bohatera walki z „układem”, inni – symbol patologii władzy. Bez względu na to, kto ma rację, sprawa ta na pewno nie zostanie szybko zapomniana. Będzie wracać przy każdej okazji – wyborach, kolejnych śledztwach czy zmianach władzy.

W Polsce polityka i sprawiedliwość od lat idą ręka w rękę, a granice między nimi zacierają się coraz bardziej. Ta historia to kolejny rozdział w długiej kronice kontrowersji, które definiują naszą rzeczywistość polityczną. Czas pokaże, czy medal okaże się symbolem sprawiedliwości, czy – przeciwnie – dowodem na jej brak.

Leave a Reply