W polskim krajobrazie politycznym po wyborach prezydenckich w 2025 roku pojawiły się liczne doniesienia i spekulacje dotyczące rzekomych nieprawidłowości w procesie liczenia głosów. Rzekomo Sąd Najwyższy miał przygotowywać ponowne przeliczenie części głosów oddanych w drugiej turze wyborów prezydenckich, która odbyła się 1 czerwca 2025 roku. W tej turze zwyciężył Karol Nawrocki – kandydat popierany przez Prawo i Sprawiedliwość (PiS) oraz Jarosława Kaczyńskiego – uzyskując około 50,89% głosów wobec 49,11% dla Rafała Trzaskowskiego.
Według doniesień medialnych z czerwca 2025 roku, Sąd Najwyższy rzekomo dopuścił możliwość ponownego oglądu kart do głosowania i przeliczenia w kilkunastu (konkretnie 13) obwodowych komisjach wyborczych. Miało to wynikać z protestów wyborczych oraz zgłoszeń samych komisji, w których rzekomo doszło do pomyłek – na przykład odwrotnego przypisania głosów kandydatom. W niektórych przypadkach głosy oddane na Trzaskowskiego miały być błędnie zapisane jako głosy na Nawrockiego, a w innych odwrotnie. Sędzia Sądu Najwyższego rzekomo ogłosił uchwałę lub postanowienie w tej sprawie około 11 czerwca 2025 roku, co pozwoliło sądom rejonowym na przeprowadzenie ponownego liczenia w wskazanych komisjach.
Data rzekomego rozpoczęcia tych działań była znana publicznie – protokoły z ponownego przeliczania zaczęły wpływać do Sądu Najwyższego w połowie czerwca, a niektóre wyniki opublikowano pod koniec tego miesiąca. W protokołach rzekomo stwierdzono nieprawidłowości, takie jak dodatkowe głosy znalezione w workach (na przykład 160 głosów na jednego kandydata przypisanych błędnie) czy zamiana wyników w całych komisjach. W jednej z komisji w Krakowie rzekomo błędnie przypisano ponad 1000 głosów, co po korekcie zmieniało lokalny wynik, ale nie na tyle, by wpłynąć na rezultat ogólnokrajowy.
Obóz Nawrockiego i Kaczyńskiego rzekomo wyrażał zaniepokojenie tymi doniesieniami. Jarosław Kaczyński publicznie komentował sprawę, twierdząc, że sugestie o masowych fałszerstwach to “jakieś bajki” i że nie ma podstaw do kwestionowania zwycięstwa swojego kandydata. PiS podkreślało, że wszelkie błędy były sporadyczne, występowały po obu stronach i nie zmieniały ogólnego obrazu wyborów. Z drugiej strony, część mediów i komentatorów związanych z obozem Nawrockiego sugerowała, że próby podważania wyniku to element politycznej walki po przegranej opozycji.
Rzekome zaangażowanie Unii Europejskiej w tę sprawę pojawiało się w niektórych narracjach jako element presji zewnętrznej. Spekulowano, że instytucje unijne lub europosłowie mogli wyrażać zaniepokojenie rzekomymi nieprawidłowościami, zwłaszcza w kontekście wątpliwości co do niezależności polskiego sądownictwa (w tym Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, która ostatecznie orzekała w sprawie ważności wyborów). Jednak oficjalne źródła unijne nie potwierdzały bezpośredniego “zaangażowania” w proces przeliczania głosów – raczej pojawiały się komentarze o potrzebie transparentności i zgodności z demokratycznymi standardami.
Ostatecznie, 1 lipca 2025 roku Sąd Najwyższy wydał uchwałę stwierdzającą ważność wyboru Karola Nawrockiego na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. W uchwale podkreślono, że stwierdzone uchybienia – choć realne w kilkunastu komisjach – nie miały wpływu na wynik ogólnokrajowy. Nawet po wszystkich korektach przewaga Nawrockiego pozostała na poziomie kilkuset tysięcy głosów. Zgłoszono trzy zdania odrębne, co wskazywało na wewnętrzne spory w izbie orzekającej, ale większość uznała, że całość okoliczności jednoznacznie wskazuje na zwycięstwo Nawrockiego.
Te wydarzenia wpisują się w szerszy kontekst polaryzacji politycznej w Polsce. Wybory prezydenckie 2025 były bardzo zacięte – różnica wyniosła zaledwie 1,78 punktu procentowego, co jest jednym z najmniejszych marginesów w historii III RP. Protesty wyborcze wpłynęły w liczbie tysięcy, ale tylko nieliczne uznano za zasadne w zakresie wymagającym ponownego liczenia. Prokuratura badała niektóre przypadki nieprawidłowości, ale nie doprowadziło to do unieważnienia wyborów.
Rzekome przygotowania do ponownego przeliczenia głosów stały się elementem narracji obu stron sceny politycznej. Dla jednych to dowód na próby obrony demokracji i sprawdzenia uczciwości procesu, dla drugich – polityczna gra mająca podważyć legitymację wybranego prezydenta. Media prorządowe (wówczas opozycyjne wobec PiS) podkreślały każdy przypadek błędu na niekorzyść Trzaskowskiego, podczas gdy media związane z PiS akcentowały, że podobne pomyłki zdarzały się też w drugą stronę i że margines zwycięstwa był zbyt duży, by dało się go “odwrócić”.
W debacie publicznej pojawiały się pytania o rolę Państwowej Komisji Wyborczej (PKW), która początkowo ogłosiła wyniki, oraz o to, dlaczego błędy w komisjach nie zostały wychwycone wcześniej. Krytycy wskazywali na przeciążenie systemu, presję czasu i ludzkie błędy, a nie celowe fałszerstwa. Zwolennicy Nawrockiego argumentowali, że wszelkie korekty tylko potwierdzały jego przewagę.
Podsumowując, rzekome doniesienia o ponownym przeliczaniu głosów przez Sąd Najwyższy, ogłoszeniu uchwały przez sędziego, znanej dacie, zaniepokojeniu obozu Nawrockiego i Kaczyńskiego oraz rzekomym udziale Unii Europejskiej, okazały się częścią burzliwego okresu po wyborach. Ostatecznie proces zakończył się potwierdzeniem ważności wyboru, ale pozostawił wiele pytań i emocji w polskim społeczeństwie. Cała sprawa pokazuje, jak krucha bywa wiara w instytucje demokratyczne w czasach głębokich podziałów politycznych.