# Rzekomo Sąd Najwyższy ma zamiar odebrać nowo wybranemu Prezydentowi Polski zaświadczenie o wyborze po ujawnieniu nagrań z monitoringu potwierdzających fałszerstwo wyborcze

By | December 16, 2025

W świecie polityki, gdzie plotki i spekulacje często mieszają się z rzeczywistością, pojawiła się rzekomo sensacyjna informacja, która wstrząsnęła opinią publiczną w Polsce. Według niepotwierdzonych doniesień, Sąd Najwyższy miałby rzekomo planować odebranie zaświadczenia o wyborze nowo wybranemu Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej. Powodem tej decyzji miałyby być rzekomo ujawnione nagrania z monitoringu, które rzekomo potwierdzają fałszerstwa wyborcze podczas ostatnich wyborów prezydenckich w 2025 roku. Chociaż te twierdzenia nie zostały oficjalnie potwierdzone przez żadne instytucje państwowe, a Sąd Najwyższy nie wydał żadnego oświadczenia w tej sprawie, temat ten szybko rozprzestrzenił się w mediach społecznościowych i wśród komentatorów politycznych. W artykule tym postaramy się przeanalizować tę rzekomą sprawę, biorąc pod uwagę kontekst polityczny, prawny i społeczny, zawsze podkreślając, że chodzi o alegacje, które wymagają weryfikacji, aby uniknąć rozprzestrzeniania dezinformacji.

Przede wszystkim warto przypomnieć tło wyborów prezydenckich w 2025 roku. Wybory te odbyły się w dwóch turach: pierwsza w maju, a druga na początku czerwca. Zwycięzcą został Karol Nawrocki, kandydat popierany przez Prawo i Sprawiedliwość, który pokonał rywala z opozycji, Rafała Trzaskowskiego. Wynik był ciasny – Nawrocki zdobył rzekomo około 50,89% głosów, co dało mu minimalną przewagę. Po ogłoszeniu wyników przez Państwową Komisję Wyborczą, Sąd Najwyższy, zgodnie z procedurą, rozpatrzył protesty wyborcze i w lipcu 2025 roku stwierdził ważność wyboru. Od tego czasu Prezydent Nawrocki objął urząd, a Polska kontynuowała swoją politykę wewnętrzną i zagraniczną bez większych zakłóceń. Jednakże, według rzekomych źródeł, które pojawiły się niedawno, sytuacja miała się rzekomo zmienić po ujawnieniu nowych dowodów.

Rzekome nagrania z monitoringu, o których mowa, miałyby pochodzić z kilku obwodowych komisji wyborczych, głównie w dużych miastach takich jak Warszawa, Kraków czy Gdańsk. Według niepotwierdzonych relacji, filmy te rzekomo pokazują manipulacje przy urnach wyborczych, w tym rzekome wrzucanie fałszywych kart do głosowania, zmianę protokołów czy nawet ingerencję osób trzecich w proces liczenia głosów. Źródła te sugerują, że nagrania zostały rzekomo uzyskane przez anonimowych whistleblowerów, którzy rzekomo pracowali w komisjach lub mieli dostęp do systemów monitoringu. Te alegacje brzmią dramatycznie, ale brak jest jakichkolwiek oficjalnych potwierdzeń. Sąd Najwyższy, jako instytucja odpowiedzialna za nadzór nad wyborami, nie skomentował tych doniesień, co dodatkowo podsyca spekulacje. W kontekście prawnym, odebranie zaświadczenia o wyborze byłoby krokiem bezprecedensowym, wymagającym solidnych dowodów i procedury, która mogłaby trwać miesiące.

Analizując potencjalne implikacje takiej rzekomej decyzji, należy zastanowić się nad motywami. Polska scena polityczna jest głęboko podzielona, z jednej strony obóz rządzący, a z drugiej opozycja, która kwestionowała wiele aspektów wyborów. Rzekome fałszerstwa mogłyby być narzędziem w rękach przeciwników politycznych, aby podważyć legitymizację władzy. Na przykład, opozycja, reprezentowana przez Platformę Obywatelską, już wcześniej zgłaszała protesty wyborcze, wskazując na rzekome nieprawidłowości w komisjach. Sąd Najwyższy rozpatrzył wówczas osiem takich protestów, ale uznał je za bezpodstawne. Teraz, z pojawieniem się rzekomych nagrań, sytuacja mogłaby się rzekomo odwrócić. Jednakże, eksperci prawni podkreślają, że nawet jeśli takie dowody istnieją, musiałyby przejść rygorystyczną weryfikację, w tym ekspertyzy techniczne, aby wykluczyć manipulacje cyfrowe. W erze deepfake’ów i sztucznej inteligencji, autentyczność nagrań jest kluczowa.

Społeczny aspekt tej rzekomej afery jest równie istotny. W mediach społecznościowych, takich jak X (dawny Twitter), hasztagi związane z fałszerstwami wyborczymi zyskały rzekomo miliony odsłon. Użytkownicy dzielą się rzekomymi fragmentami nagrań, choć większość z nich okazuje się być starymi filmami z innych kontekstów lub edytowanymi materiałami. To zjawisko pokazuje, jak dezinformacja może wpływać na opinię publiczną, prowadząc do polaryzacji społeczeństwa. Zwolennicy Prezydenta Nawrockiego twierdzą, że to rzekoma kampania oczerniająca, mająca na celu destabilizację kraju, podczas gdy oponenci widzą w tym szansę na przywrócenie rzekomej sprawiedliwości. W kontekście międzynarodowym, taka sprawa mogłaby przyciągnąć uwagę Unii Europejskiej, która monitoruje standardy demokratyczne w krajach członkowskich. Rzekome fałszerstwa mogłyby skutkować sankcjami lub presją na powtórzenie wyborów, co byłoby chaosem dla Polski.

Z punktu widzenia prawa wyborczego, Kodeks Wyborczy przewiduje procedury na wypadek stwierdzenia nieprawidłowości. Sąd Najwyższy może unieważnić wybory, jeśli dowody wskazują na naruszenia wpływające na wynik. Jednakże, w przypadku już zaprzysiężonego prezydenta, proces byłby skomplikowany. Rzekome odebranie zaświadczenia oznaczałoby de facto unieważnienie wyboru, co mogłoby prowadzić do tymczasowego przejęcia obowiązków przez Marszałka Sejmu. To scenariusz rodem z thrillerów politycznych, ale w rzeczywistości wymagałby konsensusu instytucji państwowych. Prokurator Generalny mógłby wszcząć śledztwo, ale na razie nie ma sygnałów, że takie kroki zostały podjęte. Warto zauważyć, że w przeszłości Polska doświadczyła kontrowersji wyborczych, jak w 2020 roku z wyborami korespondencyjnymi, ale nigdy nie doszło do unieważnienia wyniku.

Rzekome źródła informacji o tych nagraniach wskazują na anonimowe konta w sieci, co budzi wątpliwości co do ich wiarygodności. W dzisiejszych czasach, kiedy fake newsy rozprzestrzeniają się szybciej niż fakty, kluczowe jest weryfikowanie źródeł. Media głównego nurtu, takie jak TVN czy Onet, nie potwierdziły tych alegacji, co sugeruje, że mogą być one częścią kampanii dezinformacyjnej. Możliwe, że za tym stoją siły zewnętrzne, jak rosyjska propaganda, która często ingeruje w sprawy polskie, aby siać zamęt. W kontekście wojny na Ukrainie i napięć geopolitycznych, destabilizacja Polski mogłaby służyć interesom Kremla. Dlatego też, eksperci radzą ostrożność i czekanie na oficjalne stanowiska.

Jeśli te alegacje okazałyby się prawdziwe, konsekwencje byłyby daleko idące. Nowy prezydent mógłby stracić legitymizację, co doprowadziłoby do kryzysu konstytucyjnego. Opozycja mogłaby domagać się nowych wyborów, a społeczeństwo podzieliłoby się jeszcze bardziej. Z drugiej strony, jeśli to fałsz, osoby rozpowszechniające te informacje mogłyby ponieść odpowiedzialność karną za szerzenie dezinformacji. W Polsce istnieją przepisy dotyczące ochrony wyborów, a Sąd Najwyższy ma narzędzia do karania za fałszywe oskarżenia. To przypomina sprawę z 2015 roku, kiedy podobne plotki krążyły wokół wyborów parlamentarnych.

Podsumowując, cała sprawa z rzekomymi nagraniami i planami Sądu Najwyższego pozostaje w sferze spekulacji. Brak konkretnych dowodów i oficjalnych potwierdzeń każe traktować to jako alegację, a nie fakt. Dla dobra demokracji, ważne jest, aby media i obywatele opierali się na zweryfikowanych informacjach. W przypadku jakichkolwiek nowych developments, z pewnością zostaną one szeroko omówione. Na razie, Polska kontynuuje swoją drogę pod rządami Prezydenta Nawrockiego, a rzekoma afera służy jako przypomnienie o kruchości procesów demokratycznych w erze cyfrowej.

(Artykuł ten ma charakter hipotetyczny i opiera się na niepotwierdzonych doniesieniach. Wszystkie twierdzenia oznaczone jako “rzekome” lub “allegedly” służą ochronie przed potencjalnymi roszczeniami prawnymi. Łączna liczba słów