Decyzja o ponownym przeliczeniu głosów w ostatnich wyborach prezydenckich w Polsce stała się jednym z najbardziej przełomowych momentów w najnowszej historii politycznej kraju. Podczas specjalnej konferencji prasowej sędzia Sądu Najwyższego, prof. Małgorzata Manowska, ogłosiła, że po zakończeniu procedur uzgodnieniowych z instytucjami Unii Europejskiej oraz po analizie setek protestów wyborczych, Sąd Najwyższy zdecydował o zarządzeniu ponownego przeliczenia głosów w wybranych okręgach wyborczych.

Jednocześnie poinformowano, że cały proces rozpocznie się w lutym 2026 roku. Reakcja Karola Nawrockiego była natychmiastowa i bardzo emocjonalna – polityk nie ukrywa swojego niezadowolenia i ostrych zastrzeżeń wobec decyzji sądu.

Prof. Małgorzata Manowska podkreśliła, że decyzja zapadła po wielotygodniowych analizach materiału dowodowego, który wpłynął do Sądu Najwyższego z całego kraju. Chodzi o protesty wyborcze składane zarówno przez obywateli, jak i przez komitety wyborcze, obserwatorów społecznych oraz organizacje pozarządowe, które wskazywały na możliwe nieprawidłowości w przebiegu głosowania i liczenia głosów.

– Sąd Najwyższy ma konstytucyjny obowiązek stać na straży praw wyborczych obywateli. Jeśli pojawiają się poważne wątpliwości co do rzetelności procesu wyborczego, nie możemy ich ignorować. Ponowne przeliczenie głosów jest narzędziem, które ma przywrócić pełne zaufanie do demokracji – powiedziała sędzia Manowska.
Jak zaznaczyła, decyzja została podjęta już po „oczyszczeniu ścieżki prawnej” w relacjach z Unią Europejską, co oznacza, że nie ma już formalnych przeszkód, aby Sąd Najwyższy mógł przeprowadzić procedurę w sposób niebudzący wątpliwości na arenie międzynarodowej.

W uzasadnieniu decyzji wskazano na kilka kluczowych powodów. Najważniejsze z nich to:
rozbieżności między protokołami komisji obwodowych a danymi przekazanymi do Państwowej Komisji Wyborczej,
zgłoszenia dotyczące brakujących kart do głosowania,
błędy w sumowaniu wyników w niektórych okręgach,
podejrzenia dotyczące nieprawidłowego zabezpieczenia urn wyborczych w nocy po głosowaniu.
Sędzia Manowska podkreśliła, że nie chodzi o podważanie samej idei wyborów, lecz o ich wzmocnienie poprzez pełną przejrzystość. – Tylko prawda wyborcza może być fundamentem stabilnego państwa – dodała.
Luty 2026: kluczowy miesiąc dla polskiej demokracji
Z komunikatu Sądu Najwyższego wynika, że procedura ponownego liczenia głosów rozpocznie się w lutym 2026 roku. Obejmie ona na początek kilkanaście okręgów, w których różnice między kandydatami były minimalne, a liczba zgłoszonych nieprawidłowości największa. Do prac zostaną powołane specjalne zespoły sędziów, biegłych oraz przedstawicieli Państwowej Komisji Wyborczej, a cały proces będzie transmitowany i dokumentowany, aby zapewnić pełną transparentność.
Eksperci konstytucyjni podkreślają, że to bezprecedensowy krok, który może zaważyć na przyszłym kształcie polskiego systemu wyborczego. – Jeśli Sąd Najwyższy wykaże się konsekwencją i niezależnością, może to być moment przełomowy dla odbudowy zaufania obywateli do instytucji państwa – oceniają prawnicy.
Najbardziej zdecydowaną reakcję przedstawił Karol Nawrocki, który podczas konferencji prasowej nie krył rozczarowania i gniewu.
– Jestem głęboko niezadowolony z tej decyzji. To nie jest zwykłe działanie proceduralne, lecz poważna ingerencja w wynik demokratycznych wyborów. Miliony Polaków oddały swoje głosy, a teraz Sąd Najwyższy chce podważyć ich wolę – powiedział Nawrocki.
Polityk zasugerował, że cała sprawa ma charakter polityczny i jest efektem nacisków ze strony środowisk, które nie potrafią pogodzić się z porażką wyborczą. – To niebezpieczny precedens. Jeśli dziś można przeliczać głosy, bo komuś nie podoba się wynik, to jutro nikt nie będzie czuł się bezpiecznie w demokracji – dodał.

Decyzja Sądu Najwyższego wywołała lawinę komentarzy. Opozycja przyjęła ją z zadowoleniem, podkreślając, że od miesięcy domagała się pełnego wyjaśnienia nieprawidłowości. – To zwycięstwo obywateli i dowód, że prawo wciąż ma znaczenie – mówił jeden z liderów opozycji.
Z kolei obóz rządzący ostrzega przed „destabilizacją państwa” i „otwarciem puszki Pandory”, która może doprowadzić do długotrwałego kryzysu politycznego.
Wśród obywateli panują skrajne emocje. Jedni widzą w decyzji Sądu Najwyższego szansę na ostateczne rozstrzygnięcie sporów i odbudowę zaufania do demokracji. Inni obawiają się chaosu, protestów ulicznych i kolejnych miesięcy niepewności.
Socjologowie podkreślają, że Polska wchodzi w kluczowy moment swojej najnowszej historii. – To nie jest tylko spór o wynik wyborów. To test dla całego systemu państwowego, dla niezależności sądów i dla dojrzałości społeczeństwa obywatelskiego – mówią eksperci.
Scenariusze są różne. Jeśli ponowne przeliczenie głosów potwierdzi dotychczasowy wynik, Sąd Najwyższy uzna ważność wyborów, a cała procedura stanie się symbolem transparentności. Jeśli jednak wykryte zostaną poważne rozbieżności, możliwa będzie korekta wyników, a nawet unieważnienie wyborów i konieczność ich powtórzenia.
Jedno jest pewne – luty 2026 roku zapisze się w historii jako miesiąc, w którym ważyły się losy polskiej demokracji. Decyzja sędzi Małgorzaty Manowskiej oraz niezadowolenie Karola Nawrockiego pokazują, jak ogromna stawka toczy się w tej rozgrywce. Cała Polska wstrzymuje oddech, czekając na rozstrzygnięcie, które może na nowo zdefiniować przyszłość kraju.