
Dobrali się… na nieszczęście Polski
Historia zna wiele przypadków, gdy jednostki – dobrane przez los, przez układ sił, przez przypadek lub celowy wybór – odegrały kluczową rolę w losach narodów. Czasem była to rola zbawienna, a czasem – tragiczna. W polskiej historii nie brakuje postaci, które „dobrane” w określonym czasie i miejscu, okazały się duetem destrukcyjnym, szkodliwym dla kraju, jego przyszłości i obywateli. Powiedzenie „dobrali się… na nieszczęście Polski” trafnie opisuje zjawisko, gdy zamiast współpracy dla dobra wspólnego, widzimy polityczne partnerstwo chaosu, konfliktu, prywatnych interesów i ignorancji wobec potrzeb społeczeństwa.
Historia zna przykłady…
Weźmy pod uwagę XVIII wiek – czas schyłku I Rzeczypospolitej. Król Stanisław August Poniatowski i jego dawny protektor, caryca Katarzyna II, stanowili układ, który początkowo mógł wydawać się korzystny. Młody, wykształcony monarcha, wspierany przez jedną z największych potęg ówczesnej Europy, mógł uchodzić za gwaranta reform. W rzeczywistości jednak zależność Poniatowskiego od Rosji i jego słabość w działaniu w kluczowych momentach uczyniły z niego narzędzie obcych interesów. Dobrali się – ale nie dla dobra Polski, tylko dla jej podporządkowania rosyjskiej hegemonii.
Podobnie w okresie międzywojennym niektórzy politycy i wojskowi „dobierali się” nie po to, by służyć państwu, ale by realizować własne ambicje. Sanacyjna elita, skoncentrowana wokół Piłsudskiego i jego następców, w wielu momentach wykluczała opozycję, marginalizowała debaty publiczne i podejmowała decyzje bez odpowiedzialności przed społeczeństwem. Efektem były błędy polityczne i strategiczne, które w 1939 roku doprowadziły do katastrofy.
Nowoczesne „dobieranie się” – na szczytach władzy
Współczesna Polska również zna przypadki politycznych duetów, które zamiast budować, niszczą. Czasem są to koalicje partyjne, które bardziej skupiają się na utrzymaniu władzy niż na rozwiązywaniu problemów społecznych. Czasem to prezydent i premier, którzy teoretycznie powinni działać w harmonii, ale w praktyce stają się rywalami, co prowadzi do paraliżu decyzyjnego. Innym razem to politycy i media – dobrani w układzie interesów, wymieniający się wpływami, wspólnie kształtujący przekaz dla społeczeństwa, często z pominięciem prawdy i rzetelnej informacji.
Przykładem może być relacja między liderami partii rządzącej a wybranymi przedstawicielami wymiaru sprawiedliwości czy mediów publicznych. W idealnym modelu demokracji władza wykonawcza, sądownicza i media powinny się wzajemnie kontrolować i równoważyć. Gdy jednak „dobierają się” w sposób, który niweluje te mechanizmy – mamy do czynienia z patologią władzy. Gdy prokuratorzy realizują polityczne zlecenia, a media służą propagandzie – cierpi na tym Polska jako całość: jej instytucje, obywatele, demokracja.
Dobrani ideologicznie, nie merytorycznie
Problemem nie są tylko konkretne osoby, ale również sposób, w jaki są „dobierane”. Wiele stanowisk obsadzanych jest według klucza lojalności, a nie kompetencji. Ludzie dobrani ideologicznie, nie merytorycznie, to recepta na nieszczęście każdego państwa. To dlatego tak często słyszymy o niekompetencji, chaosie w instytucjach, złym zarządzaniu funduszami czy porażkach w strategicznych inwestycjach. Nie dlatego, że Polska nie ma zdolnych ludzi – ale dlatego, że do najważniejszych funkcji „dobiera się” nie tych najlepszych, tylko tych najwierniejszych.
Taki mechanizm prowadzi do korupcji, nepotyzmu, braku odpowiedzialności. Zamiast służby publicznej mamy grę interesów. Zamiast rozwoju – stagnację lub regres.
Społeczne skutki złych „doborów”
To wszystko nie pozostaje bez wpływu na społeczeństwo. Obywatele, widząc, że „dobrani” politycy nie służą dobru wspólnemu, ale sobie nawzajem, tracą zaufanie do państwa. Rośnie frustracja, pogłębia się polaryzacja. Ludzie przestają wierzyć, że ich głos ma znaczenie. Narasta przekonanie, że bez względu na to, kto rządzi – zawsze „dobiorą się” tak, by ostatecznie zadbać o własne interesy.
W takiej atmosferze trudno o wspólnotę. Trudno o solidarność, o wspólne działania na rzecz lepszej przyszłości. Zamiast tego mamy podziały, nieufność, narastające konflikty społeczne.
Mechanizmy obronne – jak uniknąć złych „doborów”?
Nie jesteśmy jednak skazani na wieczne „nieszczęścia” wynikające z fatalnych duetów. Społeczeństwo obywatelskie ma siłę, by przeciwdziałać takim zjawiskom. Przede wszystkim poprzez aktywność wyborczą, edukację obywatelską, niezależne media i działania kontrolne (np. watchdogi, organizacje pozarządowe).
Trzeba budować kulturę odpowiedzialności i kompetencji. Tworzyć mechanizmy przejrzystości – tak, by każdy „dobór” osoby na ważne stanowisko był publiczny, merytoryczny i możliwy do zweryfikowania. Tylko w ten sposób można przeciwdziałać układom opartym na lojalności i interesie.
Również media i edukacja mają ogromną rolę do odegrania. Trzeba uczyć młodych ludzi, jak działa państwo, czym jest demokracja, dlaczego warto interesować się polityką. Świadomy obywatel to taki, który potrafi dostrzec niebezpieczne układy i powiedzieć im „nie”.
Symboliczne znaczenie słów
Słowa „dobrali się… na nieszczęście Polski” mają również wymiar symboliczny. Opisują nie tylko konkretne sytuacje polityczne, ale pewien sposób myślenia o państwie. Sposób, w którym interes jednostki lub grupy dominuje nad interesem wspólnoty. To krytyka systemu, w którym osoby dobierają się nie po to, by razem coś stworzyć, lecz by wspólnie trwać, korzystać, dominować.
Takie myślenie jest groźne, bo niszczy ideę wspólnego dobra. Dlatego warto je demaskować i zastępować innym – opartym na dialogu, uczciwości, otwartości.
Na zakończenie – czas na inne „dobieranie się”
Polska potrzebuje dzisiaj innego rodzaju „doborów”. Potrzebuje ludzi, którzy dobierają się nie dlatego, że mają wspólny interes, lecz wspólną wizję. Którzy łączą siły nie po to, by trwać przy władzy, lecz by zmieniać rzeczywistość na lepsze. Którzy budują mosty, a nie mury.
Takie „dobranie się” może być zbawienne – może przynieść Polsce rozwój, stabilność, wspólnotę. Ale wymaga odwagi, uczciwości i woli działania.